Wybór obligacji jako elementu, który miał zapewnić stabilną wartość oszczędności w dniu napaści Rosji na Ukrainę, mógł wydawać się dobrym pomysłem. Ostatecznie z tym właśnie kojarzone są obligacje – z bezpieczeństwem, szczególnie poszukiwanym w czasie niepokoju. Nie pierwszy i nie ostatni raz okazało się jednak, że emocje nie są dobrym doradcą inwestycyjnym. Historyczne daty nie wyznaczają punktów przełomowych na rynkach. W ich przypadku znacznie ważniejsze od dat i wydarzeń są przecież trendy. A inflacja i stopy procentowe rosły w Polsce i na świecie na długo przed agresją Rosji i nawet akt terroru wyciągnięty ze środka XX wieku do współczesności nie zmienił gospodarczego i rynkowego cyklu – inflacja nadal rosła, a ceny obligacji spadały. Natomiast odradzające się wraz ze wzrostem WIBOR zainteresowanie obligacjami korporacyjnymi przetrwało próbę ognia i to one przyniosły w tym czasie najwyższe (na rynku długu) stopy zwrotu. Oczywiście pomijamy w tych wyliczeniach szanse, które stwarzały teoretyczne możliwości zakupu dołków i sprzedaży cenowych górek.