Problem jest realny. Fundusze – wobec braku wycen rynkowych – mogą wyceniać posiadane obligacje korporacyjne liniowo. Po cenie nabycia wraz z naliczonymi odsetkami. Oznacza to, że aż do wykupu obligacji lub do ogłoszenia defaultu obligacje mogą być wyceniane na 100 proc. nominału, nawet jeśli sytuacja finansowa emitenta obligacji nie jest – oględnie rzecz ujmując – dobra lub po prostu zmieniła się na niekorzyść od czasu przeprowadzenia emisji obligacji. Innymi słowy, na zdrowy rozsądek wydaje się, że obligacje nie powinny być wyceniane po cenie nominalnej, lecz poniżej, ale brak rynkowej wyceny powoduje, że fundusze nie dokonują stosownej korekty. W ten sposób uczestnicy nie są informowani o ryzyku utraty przez fundusz części aktywów (np. wskutek wzrostu prawdopodobieństwa wystąpienia defaultu), za to mogą być przekonani, że fundusze co do zasady wypracowują stabilne wyniki. W przeszłości istotnie klientów spotykały przykre niespodzianki, gdy fundusze inwestujące w obligacje korporacyjne, które przez pewien czas wykazywały stabilne zwroty, nieoczekiwanie dokonywały głębokich korekt, co z kolei doprowadziło do fali umorzeń jednostek, a następnie do likwidacji funduszy.