Przy czym w siedmiu z tych przypadków zatrzymań dokonano na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy, nawet jeśli sprawy dotyczą tak odległych działań, jak te podejmowane przez Widok Energię (w latach 2009–2014) czy Gant (po czterech latach śledztwa zatrzymano były zarząd dewelopera i postawiono zarzuty).
We wszystkich przypadkach zarzuty brzmią podobnie – działanie na szkodę spółki i jej wierzycieli, poświadczanie nieprawdy, wprowadzanie w błąd inwestorów i zawieranie niekorzystnych umów służących wyprowadzeniu majątku ze spółki. Jednym słowem – fraudy. W latach 2012–2014, kiedy z takimi sytuacjami spotykaliśmy się najczęściej, można było odnieść wrażenie, że przestępcy w białych kołnierzykach czują się całkowicie bezkarni, inaczej nie można było interpretować jawnego łamania prawa (publikacja o nieprawdziwych danych finansowych, skup obligacji na rynku wtórnym od wybranych inwestorów na kilka dni czy tygodni przed ogłoszeniem niewypłacalności). Działania prokuratury okazały się ślamazarne, ale w końcu ich efekty zaczynają być widoczne także w formułowaniu aktów oskarżenia (ale jeszcze nie wyroków sądowych). Tymczasem przekonanie o nieuchronności kary dla przestępców jest uczestnikom rynku równie potrzebne jak odpowiednie regulacje w zakresie obrotu czy oferowania obligacji.