Największe straty poniosły fundusze inwestujące w globalny dług korporacyjny oraz na rynkach wschodzących. A zatem dokładnie te same, które wcześniej korzystały z koniunktury na tych rynkach i na poszukiwaniach rentowności, której nie dawały już obligacje skarbowe państw rozwiniętych. Jednak – o czym warto pamiętać – straty te zostały poniesione w wyniku spadku notowań obligacji (wzrostu rentowności) i teoretycznie mogą zostać odrobione, jeśli sytuacja się zmieni. Jednak mogą także zdecydowanie się powiększyć, jeśli obowiązująca od miesiąca (dokładniej, od ostatniego tygodnia lutego) tendencja poszukiwania płynności będzie kontynuowana. Na razie bowiem są to tylko straty z wyceny obligacji, nie obejmują one jeszcze wciąż przecież możliwej fali defaultów i zaprzestania obsługi zadłużenia przez emitentów obligacji. Jak kilkakrotnie pisaliśmy w „Parkiecie", ryzyko takiego scenariusza zwiększa się z każdym dniem trwania pandemii. Przypomnijmy – w najbliższych trzech latach zapada aż jedna trzecia światowego długu korporacyjnego, a wśród jego emitentów w ostatnich latach rosła rola firm z ratingiem spekulacyjnym lub najniższym możliwym ratingiem inwestycyjnym.