Średnia stopa zwrotu z akcji spółek notowanych także na Catalyst wyniosła w 2020 r. 10,5 proc. wobec 8,6 proc. w 2019 r. Natomiast średnia stopa zwrotu z obligacji tych samych emitentów wyniosła w tym czasie 3,2 proc. wobec 4,8 proc. rok wcześniej. Lecz w tym miejscu słowo wyjaśnienia – tym razem w obliczeniach uwzględniono najbliższą zapadającą serię obligacji (przed rokiem oprocentowanie z ostatniej emisji) oraz wpływ zmiany notowań obligacji na stopę zwrotu, natomiast nie uwzględniono wyższego – w I kwartale – WIBOR-u i przez to także oprocentowania obligacji. Gdyby pominąć zmiany notowań (najczęściej niekorzystne, stąd ujemne stopy zwrotu z obligacji w jednostkowych przypadkach) i uwzględnić wyższe oprocentowanie, średni zysk z obligacji przekroczyłby 4 proc.
Niełatwe zadanie
Choć średnio akcje spisały się lepiej niż obligacje, nie znaczy to wcale, że wystarczyło postawić na akcje i cieszyć się wyższymi zyskami. Aż 28 akcji (z 53 branych pod uwagę) przyniosło ujemne stopy zwrotu, niekiedy – zwłaszcza w przypadku banków – znaczące, przekraczające 40 proc. Mediana stóp zwrotu wyniosła minus 3,5 proc. (dla obligacji – plus 2,6 proc.). Ponieważ mało który inwestor indywidualny buduje portfel w oparciu o akcje aż 53 spółek, ryzyko zanotowania straty z inwestycji było w ub.r. wysokie, o czym przekonuje zresztą zachowanie indeksów giełdowych. WIG20 stracił w ub.r. 7,7 proc., a WIG 1,4 proc.
Pandemiczny rok okazał się korzystniejszy dla akcji małych (sWIG wzrósł o 33,6 proc.) i średnich (plus 1,7 proc.) spółek, co zazwyczaj oznacza spory udział inwestorów indywidualnych w zakupach akcji. Ale o tym czytelnicy „Parkietu" wiedzą doskonale.
Co ciekawe, akcje 11 spółek wchodzących w skład WIG20, których obligacje notowane są na Catalyst, spisały się lepiej niż sam indeks – w ich przypadku stopa zwrotu to minus 0,5 proc. Może to być pewnego rodzaju wskazówka inwestycyjna – emitenci obligacji radzą sobie lepiej – także na giełdzie, od spółek, które długu nie emitują, co można próbować uzasadnić większą dbałością o strukturę bilansu, płynności itd., która znajduje się pod lupą obligatariuszy i ma realny wpływ na koszt finansowania. Oczywiście finansowanie bankowe jest nadal tańsze od obligacji, ale nie zawsze wygodne (konieczne jest ustanowienie zabezpieczeń), a możliwość pozyskania finansowania z innych źródeł niż banki oznacza, po pierwsze, większą niezależność od decyzji komitetów kredytowych, a po drugie, może być elementem przetargowym w negocjowaniu warunków kredytowych.
Kuszące dywidendy
Tak jak w 2019 r. najlepszym pomysłem na inwestycje okazały się akcje emitentów obligacji, których stać było na wypłatę dywidendy. W ich przypadku średnia stopa zwrotu wyniosła 29,7 proc., a tylko w czterech przypadkach na siedemnaście była ujemna (wliczając Kruka, który zamiast dywidendy postawił na skup akcji). Przed rokiem takich spółek było 32, z czego sześć przyniosło ujemne stopy zwrotu, a średnia sięgnęła 19,2 proc., bijąc zarówno WIG20, jak i sWIG.