Według wstępnych szacunków, w lipcu w siedmiu największych miastach deweloperzy sprzedali ponad 4,4 tys. mieszkań, o 12 proc. więcej niż rok wcześniej, co jest oczywiste, a także nieco mniej niż w czerwcu. 4,4 tys. to chyba dobry wynik, szczególnie jak na wakacje?
To zaskakująco dobry wynik. Przypomnę, że II kwartał ocenialiśmy jako dobry, również zaskakująco, bo średnia sprzedaż miesięczna wynosiła 4,1-4,2 tys. lokali. Dodatkowo ciekawą informacją jest to, że wynik ostateczny w czerwcu był mniejszy od wstępnego o sto kilkadziesiąt lokali, to wyraźnie mniej niż wcześniej (zazwyczaj to 200-250 – red.).
Teraz lipiec przyniósł wstępnie szacowaną sprzedaż bliżej 4,5 tys. mieszkań. Dodajmy, że historycznie lipiec i sierpień to schodzenie rynku do najniższych poziomów sprzedaży. Tymczasem lipiec ustabilizował się na poziomie czerwca – to jest wyjątkowa rzecz.
Co się w takim razie dzieje? Wojna w Zatoce Perskiej trwa, ceny ropy rosną, kredyty mieszkaniowe są drogie, oferta deweloperów rekordowa, rzędu 59 tys. w siedmiu miastach...
Zastanawiam się, jaki będzie pod względem sprzedaży sierpień, ale obserwuję dane spływające z rynku na bieżąco i te pierwsze dni mnie zaskakują. Jeszcze za wcześnie na wyciąganie wniosków, bo kto wie, może w połowie miesiąca to się zatrzyma i będziemy mieli spokojne przygotowanie do rozpoczęcia roku szkolnego.
Nie mam najmniejszych wątpliwości, że wrzesień będzie lepszy i od sierpnia, i od lipca. Aż się dziwnie czuję mówiąc to, bo to by oznaczało sprzedaż rzędu 5 tys. Skąd by to się miało brać w takim otoczeniu, jakie mamy? Na razie wiele wskazuje na to, że mamy cały czas realizację wcześniejszych rezerwacji.
Poza liczbą mieszkań sprzedanych i wprowadzonych do oferty, monitorujemy również poziom rezerwacji. W zagregowanym ujęciu rezerwacje utrzymują się na rynku pierwotnym od kilku miesięcy na rekordowych poziomach, czyli 6,5-7 tys. W ciągu miesiąca rezerwowanych jest ok. 2,8-2,9 tys. lokali. Na rynku wtórnym też widzimy tę samą gotowość klientów, to tak jakby popyt zbroił się do jakiegoś ataku jesienią. Poziom rezerwacji jest ważny, ponieważ są rynki, gdzie nawet 40-50 proc. sprzedaży miesięcznej bierze się z rezerwacji. Na największym rynku warszawskim co trzecie mieszkanie sprzedawane danego miesiąca to mieszkanie, którego status miesiąc wcześniej był rezerwacją. We Wrocławiu to 50-60 proc. lokali sprzedawanych miesięcznie.
Zazwyczaj prognozy mówią o lepszym IV kwartale wobec III kwartału. Myślę, że IV kwartał tego roku będzie naprawdę bardzo mocny.
Czytaj więcej
Deweloperzy przestali spodziewać się najgorszego, ale nie dostali przepustki do łatwej sprzedaży. Czasy, kiedy sprzedawało się wszystko, co miało d...
Oferta w siedmiu miastach jest rekordowa, rzędu 59 tys., ale sytuacja na poszczególnych rynkach jest zróżnicowana. Wskaźnik tempa wyprzedaży oferty mówi, że tylko w Łodzi i Katowicach jest nadpodaż – to 13,5 tys. lokali. Czy faktycznie w Łodzi i Katowicach deweloperzy są pod ścianą i klienci mogą liczyć na duże promocje, czy wręcz obniżki cen?
Zacznijmy od cen ofertowych. Jak patrzymy na zmiany miesiąc do miesiąca i rok do roku, to na tych dwóch rynkach są wzrosty, ale to wzrosty niższe niż inflacyjne. Nie ma najmniejszych wątpliwości, że tam deweloperzy znajdują się w najtrudniejszej sytuacji, przede wszystkim z powodu konkurencji. Mamy też inną reakcję w ostatnich trzech miesiącach na rynku łódzkim, inną na katowickim. W Katowicach od trzech miesięcy nie wszedł do sprzedaży żaden duży projekt, w związku z tym oferta w Katowicach maleje. Wskaźnik tempa wyprzedaży się poprawia, bo nie ma nowych wprowadzeń.
W Łodzi jest inaczej. Tam sprzedaż utrzymuje się na dobrym poziomie, ale do oferty w czerwcu weszło dwa razy więcej mieszkań niż się sprzedało. Wskaźnik tempa wyprzedaży nie miał szans zejść niżej.
Stabilizacja cen mimo inflacji to nie jest jedyny problem deweloperów w tych miastach. To są rynki, na których różnica między średnią ceną mieszkań oferowanych na rynku pierwotnym i na rynku wtórnym jest największa. Jeśli w Łodzi nowe mieszkania kosztują 11-12 tys. za mkw., to na rynku wtórnym poniżej 9 tys. mkw. Deweloperzy na tych dwóch rynkach nie mogą zatem czuć się dobrze.
Czytaj więcej
Sprzedaż mieszkań w lipcu i poziom rezerwacji pozwalają sądzić, że III kwartał będzie równie udany, jak drugi. W całym roku spodziewamy się podpisa...
Przenieśmy się teraz na drugi biegun, czyli do miast, gdzie wskaźniki wyprzedaży sugerują rynek sprzedającego. To jest Warszawa, Wrocław i Trójmiasto. Czy tu z kolei można powiedzieć, że klienci nie mają szans urwać coś z ceny, a deweloperzy nie są pod dużą presją?
Najbardziej stabilnie, jeśli znowu patrzymy na te rynki od strony cen, zachowuje się w ostatnim czasie rynek wrocławski. Powiedziałbym nawet, że wzorcowo. Mamy tam wzrosty rok do roku, wyraźnie wyższe od inflacji – na poziomie 6-7 proc. Istotą Wrocławia jest to, że w ostatnim czasie ma naprawdę stabilną, doskonałą sprzedaż. W lipcu wręcz na poziomie, jakiego nie widzieliśmy od „Bezpiecznego kredytu”. To odbywa się przy jednoczesnych wzrostach cen – zarówno miesiąc do miesiąca, jak i rok do roku. To pokazuje, że jest to rynek znajdujący się w bardzo dobrej sytuacji. Jest tam popyt, który chce kupować, który finalizuje transakcje, a nie tylko zgłasza zapotrzebowanie.
W Warszawie w pewnych rejonach deweloperzy naprawdę robią, co chcą i ich zapędy hamuje jedynie duża oferta mieszkań na rynku wtórnym – a to jest bardzo mocna oferta, bo wybudowana w ostatnich latach. To blokuje możliwość rozpędzania się cen.
Warto tu zauważyć, że w lipcu rok do roku w Warszawie średnie ofertowe ceny poszły w górę o 13 proc. To nie oznacza jednak, że ceny mieszkań, które są w ofercie, urosły w takim tempie. To wynik wprowadzania w ostatnich miesiącach projektów drogich, powyżej 27 tys. zł za mkw., co automatycznie podnosi średnią cenę wszystkich lokali w ofercie na koniec miesiąca. W Warszawie ta średnia jest szokująca, bo powyżej 20 tys. zł za mkw. Ale średnia cena mieszkań sprzedawanych to ponad 18 tys., a mediana cen w ofercie to 15 tys.
W najbliższym czasie będziemy pokazywać nie tylko średnie ceny, ale także mediany.