Podczas gdy wielu deweloperów mieszkaniowych odrobiło przynajmniej część strat, notowane spółki z ekspozycją na nieruchomości handlowe są wciąż wyceniane nie tyle mocno poniżej poziomów sprzed lockdownu, ile raczej w okolicach dołków. Co prawda w ostatnich miesiącach galerie i parki handlowe mozolnie odbudowywały wskaźniki odwiedzin i obrotów najemców, jednak jesienna fala zachorowań to nowe realne zagrożenia.

Jak pokazują wstępne dane, już widać spadek liczby klientów w sklepach – wraz ze skokowym wzrostem liczby zakażonych.

Mniejsi są odporniejsi

Według danych zebranych przez EY na podstawie informacji od 130 obiektów handlowych o łącznej powierzchni 3 mln mkw. (25 proc. całkowitych nowoczesnych zasobów), pod koniec sierpnia średni wskaźnik odwiedzalności wynosił 87 proc. stanu z początku roku, a obroty najemców sięgały 90 proc. Dla porównania w maju, kiedy centra zaczęły stopniowo wracać do aktywności po administracyjnym zamknięciu, było to odpowiednio 63 i 76 proc.

Obserwowana jest zależność, że im większe miasto i większy obiekt, tym większa wyrwa w przychodach: w Warszawie to 85 proc. stanu z początku roku, w miejscowościach poniżej 50 tys. mieszkańców to już 98 proc. Mocno trzymają się obiekty typu convenience, pozwalające na szybkie zakupy najpotrzebniejszych towarów, słabiej duże galerie – ze względu na rozrywkowo-gastronomiczny komponent, który znacząco ucierpiał.

Foto: GG Parkiet

Generalnie mimo spadku odwiedzin przychody skurczyły się w wolniejszym tempie. Dodatkowo sobota zrównała się z dniami powszednimi, jeśli chodzi o rozkład obrotów generowanych w poszczególne dni tygodnia. Świadczy to o tym, że nie ma już „wycieczek" do galerii, a odwiedziny mają na celu zrobienie konkretnych zakupów.

Idzie ochłodzenie

Przyszłość branży zależy od rozwoju sytuacji z pandemią i kroków podejmowanych przez administrację. Na razie widać „oddolne" ograniczenie wizyt w wielkoformatowych sklepach. W pewnym stopniu to także rezultat wprowadzenia godzin dla seniorów. Eksperci wskazują, że kiedy spadło zainteresowanie modą, wzrosły zakupy w sklepach z wyposażeniem domów i elektroniką. Można to jednak interpretować jako dostosowywanie się do pracy i nauki zdalnej – trudno zatem oczekiwać na podobny pozytywny efekt w obecnej odsłonie zawirowań.

Lockdown przełożył się też na wzrost e-commerce'u, który jednak nie zrekompensował spadku obrotów w stacjonarnych sklepach. Być może jednak była to kwestia wydolności branży, która zderzyła się z nagłym wzrostem zainteresowania – i obecnie potencjał handlu przez internet jest znacznie większy.