Wiadomo, że przed polską gospodarką stoi szereg wyzwań na następne dziesięciolecia. Które pana zdaniem są największe?

Przede wszystkim niekorzystna demografia, a po drugie – co może zapobiec negatywnym skutkom starzenia się społeczeństwa – wzrost poziomu innowacyjności i siły gospodarki.

Jak to ma się do siebie?

Jeżeli podniesiemy poziom produktywności gospodarki, stawiając na nowoczesne sektory, tworząc większą wartość dodaną, to wzrośnie poziom dochodów społeczeństwa i stabilność finansów publicznych. Tym samym łatwiej będzie sfinansować przyszłe wyzwania, kiedy to znacząca część społeczeństwa będzie poza rynkiem pracy. Istotnym elementem jest także to, aby pracujące dziś pokolenie wyżu demograficznego zgromadziło dodatkowe oszczędności emerytalne. To kwestia uruchamianych właśnie pracowniczych planów kapitałowych. To sposób na dodatkowe zabezpieczenia finansowe, byśmy za 30 lat nie byli narodem biednych emerytów. Jednocześnie środki gromadzone w ramach PPK, pracując w gospodarce, mogą przyczynić się do tego, że będzie się ona unowocześniała.

Problemy demograficzne to nie tylko starzenie się społeczeństwa, ale też niski wskaźnik dzietności. Tymczasem, jak ktoś ładnie powiedział, tylko państwa, które rosną liczbą mieszkańców, mogą szybko się rozwijać.

Oczywiście, spadająca liczba mieszkańców osłabia potencjał i społeczny, i ekonomiczny danego kraju. Jeżeli dotykamy takiej rzeczy jak demografia, innowacje, systemy emerytalne, to trzeba podkreślić, że są to kwestie, które wymagają bardzo długookresowej wizji i działań. To, czy w 2040 bądź 2050 roku będziemy mieli lepszą demografię, czy osoby w wieku emerytalnym będą lepiej zabezpieczone finansowo, czy wykorzystamy szansę, by być jedną z bogatszych gospodarek na świecie, decyduje się de facto w tej chwili. To między innymi uruchomienie polityki prorodzinnej, która ma doprowadzić do wzrostu liczby urodzeń. To ogromne wyzwania, bo dla osiągnięcia prostego wskaźnika zastępowalności pokoleń potrzebujemy nie około 400 tys. urodzeń rocznie, ale blisko 600 tys. Oczywiście są takie kraje, gdzie proces starzenia się społeczeństwa zachodzi już od dawna, np. Niemcy czy Japonia, które wciąż są silnymi gospodarkami.

Ale Niemcy radzą sobie inaczej, zwiększając liczbę ludności przez otwarcie na imigrację.

Niemcy tak, ale Japonia już nie, bo to raczej społeczeństwo zamknięte. Japonia weszła na bardzo wysoki poziom rozwoju technologicznego, zbudowała też kulturę dłuższej pracy. Bo jeśli gospodarka jest oparta na nowoczesnych sektorach gospodarki, społeczeństwo jest wyżej wykształcone, to – jak wskazują badania – w takim społeczeństwie ludzie chętniej pracują dłużej. To dosyć naturalne, bo fizyczny wysiłek potrzebny w podstawowych sektorach gospodarki nie zachęca do długiej obecności na rynku pracy.

A co dziś robimy, by zwiększyć innowacyjność naszej gospodarki?

Badania światowe pokazują, że dla podnoszenia innowacyjności kluczowym elementem jest poziom edukacji i nauki. Bardzo ważne jest, aby system edukacji dostosowany był do dzisiejszego świata, w którym znacznie mniejsze znaczenie ma „twarda" wiedza pamięciowa, a dużo ważniejsze są umiejętność współpracy, umiejętność analitycznego myślenia, rozwiązywania problemów, szybkiego wykorzystywania różnych kanałów informacji do syntetyzowania wiedzy. Potrzebna nam jest także nauka, która jest bliżej biznesu, która czerpie z biznesu i odwrotnie – biznes, który czerpie z nauki. Na razie, trzeba to przyznać, to wciąż nasza pięta achillesowa.

To musi być wsparte odpowiednim finansowaniem. Wielu instrumentów dostarcza Polski Fundusz Rozwoju. Stworzyliśmy w tym roku 22 fundusze typu venture capital finansujące innowacje. Przez to stajemy się jednym z największych rynków venture capital w Europie.

Państwo może tworzyć warunki dla rozwoju innowacyjności, ale to wyzwanie musi realizować sektor prywatny. Pana zdaniem nasze firmy są na to gotowe?

Mamy tu pewien problem strukturalny, bo w polskiej gospodarce mamy dużo mikro-, małych i średnich firm. Jeśli chodzi o te duże, to są to głównie duże międzynarodowe korporacje, a brakuje polskich podmiotów. To jednak większe firmy w większym stopniu stać na to, by inwestować w działalność badawczo-rozwojową, by dokonywać ekspansji międzynarodowej, która też jest kluczowym elementem sukcesu. Inaczej mówiąc, mamy niewiele polskich marek, które osiągnęły globalny sukces. Ale to się zmienia. Pojawiają się firmy z nowoczesnych sektorów gospodarki, z branży informatycznej, branży medycznej, gier komputerowych czy e-commerce. Pojawiają się także tzw. jednorożce, czyli firmy, które w krótkim okresie uzyskały wartość powyżej 1 mld dolarów i osiągają sukces w skali światowej.

Czy inwestycje, w których bierze udział PFR, w tym pomagają?

Głównie koncentrujemy się na rozwoju rynku kapitałowego oraz małych i średnich firmach. Mamy kilka inwestycji wynikających ze specjalnej sytuacji, w jakiej znalazły się takie podmioty jak Bank Pekao czy PESA Bydgoszcz. PESA posiada portfel zamówień na ok. 4 mld zł, ale wpadła w problemy z płynnością finansową. Przy naszym wsparciu ma szansę sobie z tym poradzić i wyjść na prostą. Nie planujemy pozostać długoterminowym inwestorem w tym przedsiębiorstwie.

Widzimy siebie raczej jako moderatora pewnych procesów gospodarczych w sektorze prywatnym. Sporo też realizujemy inwestycji infrastrukturalnych, w tym samorządowych. Polska ma szanse być realnym liderem Europy Środkowo-Wschodniej. Centralny Port Komunikacyjny może pomóc, byśmy stali się hubem, jeśli chodzi o transport i logistykę, tak jak powoli taką rolę zaczyna pełnić Port Gdański na Bałtyku. PPK mogą pomóc nam stać się realnym centrum finansowym w Europie Środkowo-Wschodniej, zaś bardzo silne ośrodki informatyczne, takie jak Kraków, Wrocław, Warszawa, Gdańsk, mogą z nas uczynić lidera, jeśli chodzi o nowe technologie. Jeśli uda się nam wykorzystać wszystkie szanse, możemy stać się liderem i najbogatszym krajem w naszym regionie.