Problemy z budżetem przynajmniej przez kilka sesji przestały mieć wpływ na sytuację rynkową. Uważam jednak, że w niedługim okresie ponownie znajdą się one w centrum uwagi inwestorów, zwłaszcza zagranicznych instytucji finansowych. Dla nich bowiem jednym z podstawowych czynników wyboru rynku, na którym inwestują, jest sytuacja makroekonomiczna danego kraju. Dopiero w dalszej kolejności przyglądają się konkretnym spółkom. Ponieważ sytuacja makroekonomiczna nie jest najlepsza, grono zawęża się głównie do krajowych inwestorów, i to przede wszystkim instytucjonalnych. Tu jednak także brak jest oznak znacznego angażowania środków w akcje notowanych spółek. Głównie dlatego, iż wielu graczy kupiło już je w trakcie poprzednich spadków i poniosło znaczne straty. W związku z tym pojawiają się inne sposoby na znalezienie dobrej inwestycji poza strategią kupowania akcji firm, których ceny spadły najwięcej. Jedną z nich jest kupno spółki o niskim wskaźniku P/BV. Jest to strategia dobra, ale działająca jedynie w przypadku, gdy wartość księgowa podawana w sprawozdaniach finansowych równa jest realnej wartości sprzedaży aktywów pomniejszonych o wszystkie zobowiązania. Tak jednak z reguły nie jest. Określone w ten sposób aktywa netto mogą tylko w pewnym stopniu oddawać ich rzeczywistą wartość. Wynika to z faktu, iż do ich wyznaczenia przyjmuje się wiele założeń. W związku z tym zdecydowanie odradzam bezkrytyczne stosowanie systemu polegającego na kupowaniu spółek, których wartość księgowa jest niższa od wartości rynkowej. Choć muszę przyznać, że pomyślne przeprowadzenie do końca takiej operacji (łącznie z likwidacją spółki) dobrze wpłynęłoby na wycenę kilku notowanych firm.

Adam Ruciński

Zarządzający Funduszami w TFI PZU SA