Niski wolumen i stabilizacja wycen. Tak można opisać środowy handel na krajowym rynku długu. Ze względu na trwające ferie część inwestorów odpoczywa od rynku, pozostali z uwagą czekają na wiadomości ze szwajcarskiego Davos. Przebieg tegorocznego forum ekonomicznego jest trudny do przewidzenia, bo relacje transatlantyckie są bardzo napięte.
Skomplikowana sytuacja geopolityczna robi się jeszcze bardziej złożona. Spory handlowe i terytorialne, bezpieczeństwo energetyczne, zadłużenie to mieszanka wybuchowa. Jeśli dojdzie do eskalacji napięcia, reakcja rynku będzie gwałtowna. Zerwane łańcuchy dostaw, spowolnienie gospodarcze, wzrost inflacji i awersja do ryzyka. Ten obraz znamy sprzed pięciu lat. Jednocześnie pole manewru banków centralnych jest dziś znacznie węższe niż w poprzednich kryzysach. Inflacja, choć niższa niż w szczycie, wciąż pozostaje istotnym problemem, co ogranicza możliwość szybkiego i głębokiego luzowania polityki pieniężnej.
Dodatkowo napięcia geopolityczne, wojny handlowe czy decyzje fiskalne rządów leżą poza bezpośrednim wpływem polityki pieniężnej. W sytuacji napięcia politycznego trudno sobie wyobrazić skoordynowaną akcję banków centralnych realizowaną pod wspólną flagą. Należałoby się spodziewać raczej włączenia ich w rywalizację. To oznaczałoby częste zwroty na rynkach walut, przepływ kapitału oraz dalsze wzrosty cen surowców. Złoto kosztowało w środę już blisko 5 tys. dolarów a srebro 100 dolarów. Lista bezpiecznych przystani zrobi się krótsza.