Podobnie jak sesja piątkowa, również poniedziałkowe notowania poważnie osłabiły nadzieje na realizację scenariusza zakładającego kontynuację zwyżki WIG20 ponad ważną strefę oporu w okolicach 1200 pkt. I tak jednak wynik, jaki w ostatnim czasie osiągnął ? powodowany spekulacjami na temat Elektrimu, TP SA czy PKN ? rodzimy rynek giełdowy, wydaje się na tle załamania globalnej koniunktury czymś zgoła nadzwyczajnym, choć z drugiej strony nie do końca zrozumiałym. Problem w tym, że bezprecedensowy wzrost siły relatywnej głównych indeksów GPW w odniesieniu choćby do DJIA czy DAX Xetra wywołany został najprawdopodobniej przez najbardziej krótkoterminowy kapitał zagraniczny i nie posiadał żadnych istotnych przesłanek fundamentalnych. Stąd wniosek, że wartość wypracowanej przez WIG20 w ostatnich trzech tygodniach swoistej ?dodatniej bazy? względem wiodących indeksów zachodnich powinna ulec w najbliższym czasie znacznemu ograniczeniu. Nie byłoby problemu, gdyby stało się to za sprawą możliwego ? choćby wskutek silnego wyprzedania ? odreagowania przez Zachód ostatnich spadków. Jednak charakter, a zwłaszcza skala obserwowanej tam przeceny wskazują raczej na postępujący proces dyskontowania znacznego przesunięcia w czasie oczekiwanego pierwotnie w ostatnim kwartale tego roku ożywienia gospodarczego. Perspektywa recesji, potwierdzona ostatnimi danymi o wzroście bezrobocia w Stanach oraz spadku produkcji przemysłowej w Niemczech, wprawiła rynki Eurolandu w stan permanentnej, przypominającej chwilami epidemię, paniki, która jak dotąd w większym stopniu nie wpływa na rodzimą koniunkturę. Jednak widoczna znaczna poprawa jakości globalnej bessy, grożąca w każdej chwili rzeczywistym załamaniem na najbardziej rozwiniętych rynkach kapitałowych, jest w obecnym czasie najpoważniejszym, choć, jak się wydaje, słabo docenianym czynnikiem ryzyka dla GPW.

Jarosław Jędrzyński

DM Elimar SA