Jak na razie początek 2026 r. przynosi przynajmniej pod jednym ważnym względem kontynuację tendencji widocznej już w 2025 r. – akcje amerykańskich blue chips okazują się znów słabsze od wielu innych rynków. O ile w chwili pisania tego komentarza indeks S&P 500 jest niespełna 2 proc. na plusie od początku roku a ostatnie tygodnie spędza w wąskiej konsolidacji poniżej 7000 pkt, to uwagę zwraca nie tylko niemal 10-proc. zwyżka benchmarku rynków wschodzących, ale też pozytywny rozwój wydarzeń na części rynków rozwiniętych.
Tu na czoło w ostatnich dniach wysunęła się Japonia, gdzie optymistyczna reakcja inwestorów na parlamentarną wygraną obozu premier Sanae Takaichi przyspieszyła bicie rekordów przez indeks Nikkei. Rynek ewidentnie wiąże nadzieje ze stymulacją fiskalną mającą przyspieszyć wzrost gospodarczy. W tych dobrych nastrojach widać też jednak trochę pewnego rodzaju paradoks, bo przecież jeszcze niedawno te same plany poluzowania wywoływały niemal panikę na rynku japońskich obligacji – tam sytuację pomogło ustabilizować akurat ostatnie złagodzenie retoryki przez Takaichi. To pokazuje, że ambitne plany pobudzania gospodarki kosztem jeszcze większego wzrostu zadłużenia będą w praktyce natrafiać na naturalne ograniczenia.
Wróćmy jeszcze na chwilę do rynku amerykańskiego. Zadyszce tamtejszych blue chips towarzyszy wyraźnie lepsze zachowanie indeksów małych i średnich spółek, których mocną stroną są niższe wskaźniki wyceny.