Rynek przez chwilę 'łudził się', że wybór Kevina Warsha na nowego przewodniczącego Fed może być kijem włożonym w szprychy 'gołębiej' narracji w Stanach Zjednoczonych - ale wydaje się, że były to tylko płonne nadzieje. Donald Trump zdążył podkreślić, że gdyby Warsh nie podzielał poglądu Białego Domu na inflację i stopy procentowe w USA - nie zostałby wybrany. To wydaje się praktycznie oczywiste, a fakt, że Warsh dał poznać się kilkanaście lat temu jako jastrząb nie przesądza o jego poglądzie na politykę monetarną obecnie.
Co więcej, amerykański prezydent przekazał, że USA powinny mieć najniższe stopy procentowe spośród wszysktich krajów świata, a dolar przez długą ilość czasu był 'manipulowany', a jego wartość - zawyżana. Wydaje się, że administracja Trumpa realizuje powoli dobrze znany plan, który zakłada: osłabienie waluty w celu otwarcia nowych perspektyw eksportowych i co za tym idzie - odrodzenie przemysłu oraz redukcję stóp procentowych, w celu ograniczenia potężnych kosztów obsługi (rosnącego) długu. Istnieje więc spora szansa, że jeszcze w tym roku zobaczyły spadające stopy procentowe po drugiej stronie Atlantyku. Słabość amerykańskiej waluty nie powinna dziwić i sama w sobie stwarza przestrzeń dla dalszych, powolnych wzrostów eurodolara, czy nawet umocnienia samego euro.
Wszystkie znaki wskazują, że polski złoty powinien pokazać siłę, a USDPLN może czekać kolejny impuls spadkowy. Nawet jeśli RPP obniży w tym roku stopy procentowe o kolejne 50 punktów bazowych, istnieje wysoka szansa, że polityka monetarna w Polsce - mimo postępującej 'normalizacji' wymuszającej spadek realny stóp procentowych, pozostanie dużo bardziej restrykcyjna, niż w USA - w dającej się przewidzieć przyszłości. To, w połączeniu z ryzykiem mocnych cięć stóp procentówych w USA zdaje się wspierać scenariusz dalszych spadków USDPLN w tym roku.
Chwilę po godzinie 9:00 za dolara płaciliśmy 3,54 zł, za euro 4,22, za funta 4,84 zł, za franka 4,62 zł.
Eryk Szmyd