Ponieważ poniedziałkowa sesja będzie trwać zaledwie 4 godziny, nie należy spodziewać się na niej niczego wyjątkowego, a na rynku będzie prawdopodobnie panować męczący marazm.

Tak czy inaczej, nic nie zmienia posępnego obrazu indeksu na przestrzeni tego roku. Zaczęliśmy go na poziomie 1426 pkt., by kończyć prawie 60% niżej. Co gorsza, główny trend spadkowy nie został przełamany i w zasadzie nic nie zwiastuje, by miało to w najbliższym czasie nastąpić. Nadzieje związane z efektem stycznia zostały na dobre rozwiane już w połowie listopada. Trzeba przyznać, że od tego czasu rynek niemal co tydzień bombardowany jest zaskakującymi informacjami z samych spółek, a bez potrzebnego uspokojenia, konsolidacji cen, narodziny nowego trendu nie będą możliwe, czego dobrym przykładem jest właśnie październikowa minihossa, która jak szybko się zaczęła, tak równie szybko się skończyła.

Dominik Staroń

Analityk