To nie koniec spadków, bowiem przed kilkoma dniami (11 lipca br.) indeks pokonał istotne w perspektywie długoterminowej wsparcie na wysokości 1 173 pkt. (dno lokalne z 14 grudnia ubiegłego roku). Co gorsza dla byków przełamanie tego wsparcia zostało zaakcentowane utworzeniem luki bessy. Następne równie istotne wsparcie znajduje się w okolicach 1 000 pkt. (wrzesień i październik 2002). Daje to kilkunastoprocentowy potencjał do spadków kursów akcji krajowych blue-chipów.
Na pocieszenie posiadaczom walorów pozostaje fakt, że na rynkach światowych jest jeszcze gorzej. WIG20 znajduje się w całkiem porządnym gronie indeksów, które znajdują się w pół drogi od minimów wrześniowych, które zostały ukształtowane po tragedii w Ameryce (australijski All Ordinaries, średnia przemysłowa, Nikkei 225, węgierski BUX, portugalski BVL30). Zakładając, że kapitał portfelowy z zagranicy jest niezbędny do ożywienia na rynku, nie należy oczekiwać wzrostów u nas. Hossa trwa na większości giełd azjatyckich (Korea Płd., Singapur, Tajwan), ale także w Rosji i Argentynie. Te właśnie emerging markets są ulubieńcami inwestorów zagranicznych i wątpliwym jest przypuszczenie, że nastąpi z nich rychły odwrót. Co innego kapitał ze strony funduszy emerytalnych. Oficjalne doniesienia o roszadach w portfelach OFE wskazują, że pozbywają się one akcji. Nie spodziewałbym się wzmożonych zakupów z ich strony, dopóki nie będzie wiadomo jak będzie wyglądać plan gospodarczy ministra Kołodko. Zakładać należy raczej sporą zmianę polityki, a nie kontynuację dotychczasowej. Rynki tego się obawiają i nie sprzyja to akumulacji akcji. Zbliża się milowymi krokami festiwal prezentacji wyników finansowych za II kwartał tego roku. Tutaj również nie spodziewałbym się niespodzianek in plus.
Marcin T. Kuchciak
PARKIET