Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie zmiany wnosi projekt ustawy sieciowej dotyczący przyłączeń OZE?
- Jakie krytyczne opinie przedstawicieli branży OZE dotyczą obecnego projektu ustawy?
- Jakie są planowane zmiany w opłatach związanych z procesem przyłączeniowym?
- Dlaczego część branży obawia się proponowanych regulacji dotyczących czasowych zobowiązań?
- Jakie są alternatywy i możliwe ustępstwa rządowe w sprawie obecnego projektu ustawy?
Już 10 lutego po kilkunastodniowej przerwie, sejmowe Komisje do Spraw Energii, Klimatu i Aktywów Państwowych oraz do Spraw Deregulacji wznowią prace nad projektem tzw. ustawy sieciowej. Wcześniej Ministerstwo Klimatu i Środowiska, a teraz Ministerstwo Energii pracuje nad nią już blisko rok. Po przyjęciu na początku tego roku przez Radę Ministrów, prace nad ustawą w Sejmie miały już pójść szybko. Tak się jednak nie stało. Po pierwszym czytaniu uzgodniono, że ze względu na dużą liczbę nowych pytań, wątpliwości i uwag przedstawicieli mniejszych i średnich firm OZE, prace zostaną wstrzymane na kilkanaście dni. Na najbliższym posiedzeniu Sejmu komisje wrócą do projektu ustawy. Przerwa miała pozwolić na dalsze kuluarowe dyskusje dotyczące projektu, który zdaniem rządu ma uporządkować przyłączenia odnawialnych źródeł energii, a zdaniem części branży praktycznie zahamuje rozwój nowych OZE w Polsce. Czy udało się osiągnąć kompromis?
Czytaj więcej
Polska energetyka, która w coraz większym stopniu opiera się na gazie, przeżywa największy test o...
Dlaczego ustawa sieciowa jest potrzebna?
Od lat w debacie publicznej przewija się wątek o kolejce oczekujących inwestorów do podłączenia projektów OZE do sieci. Jak wskazuje wiceprezes Polskich Sieci Elektroenergetycznych, Konrad Purchała, należy zreformować proces przyłączeniowy, przywracając równowagę interesów między operatorami i podmiotami przyłączanymi. Dziś warunki przyłączenia są towarem podlegającym obrotowi handlowemu. – To jest wypaczenie, ponieważ zgodnie z prawem warunki przyłączenia są przez operatorów wydawane, podczas gdy coraz częściej są one „sprzedawane” przez podmioty trzecie. Zaznaczam, że nie mówimy tu o projektach przygotowywanych przez wyspecjalizowane firmy deweloperskie, które dają prawdziwą wartość dodaną – przygotowują one projekt do statusu „ready-to-build”, czyli do momentu uzyskania pozwolenia na budowę. Problemem jest sprzedawanie pliku papierów z napisem „warunki przyłączenia” – mówi.