Następnym czynnikiem, który wpłynął na nastroje inwestorów było niedzielne złożenie wniosku o upadłość przez WorldCom. Jest to największe bankructwo w historii korporacyjnej Ameryki. Co ciekawe jednak, akcje spółki zdrożały na początku sesji, o 7 centów (77%!), ponieważ spodziewano się takiej decyzji już od kilku dni, a teraz liczy się na udany proces restrukturyzacji spółki, która zdaniem wielu nie może upaść ze względu na zbyt duże znaczenie dla światowej branży internetowej. Taniały jednak wyraźnie akcje innych spółek. Słabe wyniki skłoniły do wyprzedaży walorów koncernu telekomunikacyjnego BellSouth. Pozbywano się też m.in. walorów Citigroup, największego wierzyciela WorldCom. Do godz. 18.00 czasu polskiego Dow Jones spadł o 2,44%, a Nasdaq Composite stracił 2,6%. Jeden z nowojorskich analityków, stwierdził, że to już kapitulacja inwestorów i rynek będzie nadal pikował.
Tendencja spadkowa przeważyła też na czołowych rynkach w Europie, tym bardziej, że nie doczekano się pozytywnych impulsów zza Atlantyku. Indeksy znalazły się na najniższym poziomie od jesieni 1998 r. Najchętniej gracze pozbywali się akcji spółek ubezpieczeniowych (m.in. francuskiej AXA Group, szwajcarskiej Zurich Financial), reagując na ostrzeżenie dotyczące wyników spółki Aegon. Podobna przyczyna, korekta prognozy, spowodowała ponad 20-proc. spadek kursu akcji niemieckiego domu mody - Hugo Boss. W Wielkiej Brytanii prawie o 25% obniżyły się notowania operatora połączeń kolejowych i autobusowych - Stagecoach, ze względu na poważne kłopoty finansowe amerykańskiego oddziału firmy. Londyński indeks FT-SE 100 spadł o 4,95%, paryski CAC-40 o 5,25%, a frankfurcki DAX do godz. 18.00 stracił 5,78%.
Na Dalekim Wschodzie tokijski Nikkei 225 stracił 0,13%, a wskaźnik giełdy w Hongkongu obniżył się o 2,08%.
Łukasz Korycki
PARKIET