Z jednej strony rosnące mocno indeksy w Eurolandzie i zapowiadające wzrosty kontrakty na Nasdaq, z drugiej silna przecena akcji z sektora bankowego, której przewodzi Pekao. Zresztą na tej spółce koncentruje się uwaga graczy, bo przypada na nią ponad połowa z obrotu na całym rynku. Sytuację w największym stopniu poprawia Tepsa, rosnąca o blisko 4%. W sumie na te dwa walory przypada prawie 70% całego obrotu.

Upraszczając można przyjąć, że albo Pekao zacznie dalej odrabiać straty, co pociągnęłoby za sobą resztę rynku. Można sobie też wyobrazić, iż Tepsa zacznie tracić, redukując dotychczasową zwyżkę, co może znaleźć odbicie w kondycji innych walorów. Bez wątpienia mamy wyraźny podział na zniżkujący sektor bankowy i resztę rynku, która wypada całkiem nieźle. To już nie jest ten sam napór podaży, co w ubiegłych tygodniach i widać, że inwestorzy są podzieleni w ocenie przyszłości.

Trzeba jednak zwrócić uwagę, że piątkowy wzrost nie był wystarczający, by uwierzyć w trwalszą poprawę nastrojów. Do tego indeks cenowy całego rynku spadł poniżej dołków z 1995 i 1998 r., co bez względu na to, jakie można mieć zastrzeżenia do wskazań tego indeksu, jest niekorzystnym czynnikiem.

Od drugiej połowy sesji odczekujemy sygnału, czy możliwe będzie dalsze odbicie, czy też rynek poprzestanie na piątkowym zrywie. Zamknięcie WIG20 poniżej 1056 pkt. znacznie ograniczy szanse dalszego wzrostu.