O godz. 14:30 opublikowano pierwsze z całej serii danych makro z USA. To właśnie one zaszkodziły dolarowi. W końcu się znalazł powód, aby zaatakować ostatnie szczyty (1,3470 z 7 grudnia br.). Bardzo ważne dla amerykańskiej gospodarki wydatki konsumenckie wzrosły w listopadzie zgodnie z prognozą tylko o 0,2 proc., wobec +0,8 proc. w październiku. Zamówienia na dobra trwałego użytku w listopadzie zwyżkowały w tym samym miesiącu o 1,6 proc. wobec prognozy na poziomie +0,6 proc. Niestety bez przewozów spadły one o 0,8 proc., choć oczekiwano wzrostu o 0,9 proc. Co do "tygodniowego bezrobocia" to wyniosło ono 333 tys. (prognoza 330 tys.).
Kolejna informacja, choć dobra nie pomogła już zielonemu. O 15:50 okazało się, że sporządzany przez Uniwersytet Michigan indeks nastrojów konsumenckich wzrósł w grudniu do 97,1 pkt z 92,8 pkt w listopadzie. Oczekiwano 95,7 pkt.
10 minut później nadszedł jednak kolejny cios dla waluty USA. Wtedy to podano, że sprzedaż nowych domów w listopadzie spadła o 12 proc. do 1,125 mln. Prognozowano 1,2 mln.
Prognoza:
Stało się. Mamy nowy rekord eurodolara i to jeszcze przed Świętami. Jak na razie ważny opór na 1,3510 wytrzymał. Pytanie tylko na jak długo?