Czy wy, jako branża niezależnych TFI, nie czujecie się trochę jak dinozaury, które skazane są na wyginięcie? Mamy przecież duże grupy bankowe, które są dla was dużą konkurencją, mamy fintechy, które rozpychają się na rynku, wydając ogromne pieniądze na reklamę, postępuje pasywna rewolucja, a i zarządzający z TFI nie mają też najlepszej opinii w społeczeństwie. To brzmi, jak przepis na „piękną katastrofę”.
Tomasz Korab (T.K.): Uważam, że jest zupełnie odwrotnie. Branża niezależnych TFI przeżywa turbulencje, ale ogólnie sytuacja jest bardzo dobra. Oczywiście niezależne TFI i bankowe TFI to dwie różne prędkości i różne elementy wpływające na rozwój. To, co my jednak robimy, to inwestowanie w alternatywne aktywa i w tym zakresie mamy dużo do zaoferowania. Rynek będzie dojrzewał. Bankowe TFI będą szły w stronę standardowych rozwiązań inwestycyjnych. Naszą rolą jest zaś dostarczać takie rozwiązania, które w grupie bankowej nie funkcjonują. Dla każdego jest więc miejsce i myślę, że najlepsze wciąż mamy jeszcze przed sobą.
Czyli musicie się czymś wyróżnić?
Piotr Szulec (P.Sz.): Zgadzam się, że jest miejsce na rynku dla niezależnych TFI i też widzimy, że w tej części dużo się dzieje. Przykładami są Skarbiec, Eques, Ipopema czy też Quercus. Firmy te widzą, co się dzieje na rynku i starają się wypracować własną koncepcję rozwoju. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że to właśnie my jesteśmy tą częścią rynku, która aktywnie podchodzi do zachodzących zmian. Jeżeli miałbym wskazywać docelowo zwycięzcę, jeżeli chodzi o relacje z klientem i zarządzanie jego aktywami, to zwycięzcą będą niezależne TFI, a nie bankowe. Też w naszym przypadku można mówić o pewnego rodzaju specjalizacji.
Ile z takiej specjalizacji można „wyciągnąć”? Jak duża jest grupa potencjalnych klientów?
P.Sz: Nie wierzę i nigdy nie uwierzę, że monokulturowość grup bankowych przemówi do klientów i ci nigdy nie będą korzystali z oferty niezależnych TFI. Biorąc pod uwagę skalę rosnącego majątku i zamożności Polaków, to prędzej czy później każdy szuka dywersyfikacji swojego portfela i stara się do niego wprowadzić nie tylko różnego rodzaju produkty, ale też produkty różnych firm, które te produkty oferują. Też trzeba wspomnieć o trendach demograficznych. Niezależnie od popularności różnego rodzaju instrumentów, każdy człowiek pokornieje wraz z tym, gdy robi się starszy. Po drugie rośnie jego zasobność i po trzecie szuka różnych rozwiązań inwestycyjnych, spokojniejszych. I w tym zakresie nie boję się o to, że branża niezależnych TFI ze swoimi funduszami działającymi w różnych klasach aktywów odejdzie do lamusa.
W przypadku młodszych osób raczej chyba jest szukanie „złotego strzału” i stawianie wszystkiego na jedną kartę?
T.K: Oczywiście, że tak jest, ale to nie jest inwestowanie, tylko spekulacja. Inwestowanie to jednak zdywersyfikowany portfel i próba znalezienia korzystnej relacji zysku do ryzyka i ekspozycja na lata. Młodzi też mają mniejsze pieniądze. Niech wykorzystują je do tego, by zdobywać doświadczenie, a z czasem im przejdzie też stawianie wszystkiego na jedną kartę. Dzisiaj natomiast mówimy o nowej rzeczywistości. Są nowe pieniądze, bo Polacy mają większe oszczędności. Z czasem zaczną od nich też więcej wymagać i zaczną inwestować. Już teraz zresztą widzimy, że rośnie grupa klientów, którzy mają konkretne wymagania.