Na wartości ponownie zaczęły zyskiwać zarówno węgierski forint jak i polski złoty.
Mimo, iż o nowym rządzie nie mówiło się ostatnio dobrze (zwracano uwagę na kontrowersyjne wypowiedzi minister finansów Teresy Lubińskiej), to jednak część inwestorów postanowiła ponownie zaryzykować wchodząc w naszą walutę. Niewątpliwie skłoniły ich do tego dobre dane gospodarcze (produkcja przemysłowa była wyższa, niż oczekiwano) i oczekiwania co do utrzymania wysokiego poziomu stóp procentowych (szanse na cięcia przez RPP wyraźnie ostatnio spadły). Niektórzy chwalą także rząd za deklaracje co do trzymania wydatków w ryzach i woli utrzymania 30 mld zł kotwicy budżetowej w przyszłym roku. Pesymiści mogą jednak zauważyć, że czynniki te będą korzystne dla złotego tylko w krótkim terminie. Brak obniżek stóp procentowych przez RPP spowoduje, że trudno będzie liczyć na wzrosty cen obligacji, a to może sprawić, że część inwestorów która nabyła je parę miesięcy temu licząc na inny rozwój sytuacji politycznej w naszym kraju zacznie się ich po prostu pozbywać. Z kolei tak lansowana kotwica budżetowa w postaci stałego deficytu budżetowego na nominalnym poziomie 30 mld zł jest niczym innym jak utrzymaniem obecnego status quo. A to jak przed kilkoma dniami przyznała m.in. szefowa misji Międzynarodowego Funduszu Walutowego na Polskę, Susan Schandler, może okazać się niewystarczające po to, aby zreformować finanse publiczne i przygotować się na przyjęcie euro. Dodatkowo wspomniane wcześniej założenie opiera się głównie na projekcji wysokich wpływów do budżetu przy przesunięciach w sferze wydatkowej. Przypomnijmy, że rząd założył przyszłoroczny wzrost PKB na poziomie 4,3 proc. r/r, a premier mówi o jego przyspieszeniu powyżej 5,0 proc. r/r w kolejnych latach. Trudno jednak wyobrazić sobie wyraźny wzrost gospodarczy w sytuacji pewnego wyhamowywania w gospodarce amerykańskiej, które może nas czekać w 2006 r. Może się również okazać, że ożywienie w gospodarce krajów strefy euro, również nie będzie takie jak to się obecnie zakłada. Warto tutaj ponownie przytoczyć opinię Międzynarodowego Funduszu Walutowego, który przestrzegł polski rząd przed wprowadzaniem zbytnich preferencji podatkowych w obawie o niedoszacowanie strony przychodowej w przyszłorocznym budżecie (eksperci MFW szacują wzrost gospodarczy w 2006 r. na poziomie 4,0 proc. r/r). Negatywne opinie kilka dni temu pojawiły się także ze strony amerykańskiego banku inwestycyjnego, JP Morgan. Stwierdzono, że nie uda się utrzymać przyszłorocznego deficytu budżetowego na poziomie 30 mld zł i wyniesie on aż 36 mld zł. Jako jeden z elementów wymieniono właśnie obecne przeszacowanie możliwych dochodów z tytułu VAT, a także wyższe koszty obsługi długu.
Optymiści zwrócą jednak uwagę na to, że do kwietnia 2006 r., kiedy to rozpoczną się prace nad budżetem na kolejny rok, nowy rząd będzie unikał podejmowania kontrowersyjnych decyzji mogących mieć znaczące skutki dla budżetu. Już teraz widać, że premier Marcinkiewicz wyraźnie tonuje kontrowersyjne wypowiedzi swoich ministrów, a rząd wycofuje się z pracochłonnych, choć słusznych projektów (przykładem jest reforma ustawy o VAT, czy nawet zmiany w podatkach). Dla nich plusem dla złotego będzie także polityka resortu finansów odnośnie długu - nowy rząd dał wyraźne sygnały, iż nie zamierza zmieniać wcześniejszych założeń mówiących o zwiększeniu emisji na rynkach zagranicznych i wymiany części pozyskanych w ten sposób środków na rynku międzybankowym. Zwracać oni będą także uwagę na utrzymywanie relatywnie wysokich jak na Europę stóp procentowych w Polsce - w kontekście posunięć zagranicznych funduszy patrzących na kolejne informacje jakie mogą płynąć z amerykańskiego FEDu. Pewne zagrożenie może natomiast stanowić polityka Europejskiego Banku Centralnego, który w najbliższych miesiącach może zdecydować się na podwyżkę stóp procentowych w strefie euro.Podsumowując, wydaje się, że do marca-kwietnia przyszłego roku złoty może zyskiwać na wartości, a lokalne korekty (jak np. w pierwszej połowie grudnia) będą wykorzystywane do otwarcia nowych, długich pozycji w złotym. Do wyraźnego osłabienia naszej waluty (takiego jak to oczekiwano już teraz) będzie mogło dojść dopiero w II połowie przyszłego roku.
W najbliższym czasie kluczowe dla rynku będą:
- 29 listopada - publikacja danych o wzroście gospodarczym za III kwartał (im wyższa dynamika tym lepiej dla złotego, ale gorzej dla obligacji)