Zgodnie z oczekiwaniami Fed po raz trzynasty z rzędu podniósł stopy procentowe o 25 pkt. bazowych z 4% do poziomu 4.25%. Jednak oczekiwany przez inwestorów na całym świecie komunikat po wydanej decyzji wciąż nie rozwiewa wątpliwości, co do poczynań władz monetarnych w najbliższych miesiącach. Pierwsza reakcja rynku walutowego na treść komunikatu, w którym zabrakło określenia ?dostosowawcza" (ang. accommodative) w odniesieniu do prowadzonej polityki monetarnej była dość nerwowa - dolar osłabił się gwałtownie wobec głównych walut jednak w ograniczonym zakresie. Pozostałe rynki zareagowały łagodnie - nieznacznie wzrosły indeksy giełdowe oraz ceny obligacji. Brak tego wyrazu sugeruje, iż zdaniem Fed-u obecny poziom stóp procentowych mieści się w przedziale określanym jako neutralny z punktu widzenia wzrostu gospodarczego, co sugerowałoby rychłe zakończenie trwającego od półtora roku cyklu podwyżek. Z drugiej strony w komunikacie po decyzji Fed podkreślił, iż dalsze stopniowe zaostrzanie polityki monetarnej w celu utrzymania równowagi w odniesieniu do wzrostu gospodarczego i stabilności cen jest bardzo prawdopodobne. W komunikacie wskazano również na wciąż solidny wzrost gospodarczy, wysokie ceny energii oraz duże wykorzystanie zasobów (możliwości produkcyjnych oraz zasobów ludzkich), co stanowi spore ryzyko dalszego wzrostu inflacji.
Komentarze analityków banków inwestycyjnych po decyzji były dość mocno podzielone. Co prawda kolejny ruch ze strony Fed-u jest już powszechnie oczekiwany jednak różnice w ocenie dalszych perspektyw są bardzo widoczne. Nie brak w szczególności głosów sugerujących możliwość kontynuacji dotychczasowej polityki w pierwszym półroczu 2006 roku, co oznaczałoby podniesienie stopy funduszy federalnych do poziomu 5%-5.25%. Moim zdaniem zmiana tonu komunikatu sugeruje, iż cykl podwyżek stóp procentowych dobiega powoli do końca jednak z dużą pewnością można liczyć na dalsze stopniowe zacieśnianie polityki monetarnej. Do podwyżek stóp procentowych o 25 pkt. bazowych dojdzie najprawdopodobniej podczas ostatniego posiedzenia Fed-u z A. Greenspanem na czele (31 stycznia) oraz na pierwszym posiedzeniu pod przewodnictwem B. Bernanke (28 marca). Dalsze decyzje Fed-u będą w dużym stopniu zależały od publikowanych informacji gospodarczych. Brak oznak sugerujących zagrożenie dla wysokiego tempa rozwoju oraz utrzymywanie się presji inflacyjnej może skłaniać władze monetarne do bardziej restrykcyjnego podejścia.
Poza decyzją Fed-u na rynku przez cały dzień działo się niewiele. Publikowane informacje makroekonomiczne ze strefy euro (bardzo dobry odczyt indeksu ZEW) oraz gospodarki amerykańskiej (słabsza od oczekiwań sprzedaż detaliczna oraz niższe zapasy przedsiębiorstw) nie wpłynęły w istotny sposób na rynek, który po spadkach na początku notowań europejskich pogrążył się w marazmie oscylując blisko ceny 1.1925.
Dzisiejszy dzień stoi pod znakiem publikacji danych o bilansie handlowym w październiku. Po rekordowym deficycie we wrześniu na poziomie 66.1 mld USD powinien zdaniem ankietowanych ekonomistów wykazać ujemne saldo na poziomie 63 mld USD. Sporą wagę w odniesieniu do bieżącej sytuacji mogą mieć również informacje o poziomie cen importu.
Podsumowując, pogorszenie nastrojów wobec dolara na chwilę obecną jest faktem, jednak skala osłabienia moim zdaniem nie powinna być znaczna. Wciąż niewiadomą pozostaje skala dalszych podwyżek, a biorąc pod uwagę działania pozostałych banków centralnych poziom krótkoterminowych stóp będzie w dalszym ciągu faworyzował dolara. Obecnie po przełamaniu poziomu 1.1985 kolejny istotny opór ulokowany jest w okolicach 1.2175, gdzie jednocześnie przebiega linia długoterminowego trendu spadkowego, jednak w chwili obecnej nie wydaje się, aby poziom ten był zagrożony. Wsparcie, poza poziomem 1.1985 ulokowane jest przy cenie 1.19. Tomasz Wronka