W konsekwencji doszło do bardzo dynamicznego odbicia - WIG20 w ciągu czterdziestu minut wzrósł o 2% od poziomu otwarcia. Po takim ruchu emocje na rynku opadły i rozpoczęła się długa konsolidacja, przy jedynie umiarkowanej aktywności inwestorów. Końcówka sesji przyniosła cofnięcie rynku, nie było ono jednak poparte dużym obrotem. Bardzo ciekawy był końcowy fixing - duże zlecenia kupna na większość dużych spółek spowodowały wzrost indeksu w stosunku do ostatniej wartości z notowań ciągłych aż o 25 pkt. Takie zachowanie można interpretować jako próbę obrony rynku przez dużych inwestorów przed dalszym spadkiem. Tym bardziej, że zlecenia kupna w trakcie fiksingu były bardzo duże. W rezultacie tego obroty w końcowej fazie sesji wyraźnie się zwiększyły, były jednak o ok. 1/3 niższe od wtorkowych. Z dużych spółek bardzo mocno przez większą część sesji zachowywały się Lotos i PKO BP. Dosyć nerwowo zachowywał się KGHM, słabo wyglądały zaś Agora, Pekao i Computerland.
Po tak dużym spadku jak wtorkowy trudno oczekiwać, aby sytuacja szybko i wyraźnie się poprawiła. Dlatego wczorajszy wzrost można, póki co, traktować jedynie w kategoriach odreagowania. Na wykresie WIG20 utworzyła się wysoka biała świeca, ale na wyraźnie niższym poziomie cenowym, trudno więc na jej podstawie skłaniać się do istotnego optymizmu. Jej wymowa jest jednak pozytywna. Najważniejsze jest to, że indeks po raz czwarty w ciągu ostatnich tygodni obronił lukę hossy z 4 stycznia: 2765 - 2773 pkt. Skuteczna obrona tego wsparcia stwarza szansę poprawę notowań na kolejnych sesjach. Taka poprawa notowań bardziej będzie jednak przypominać wspinaczkę po ścianie strachu niż wzrost. Połowa wysokości korpusu wtorkowej świecy (2862 pkt) może okazać się silnym oporem na najbliższe dni. Układ większości wskaźników technicznych jest obecnie negatywny i nie stwarza szans na mocny ruch w górę. Niektóre z krótkoterminowych indykatorów, jak oscylator stochastyczny, znajdują się jednak blisko stref wyprzedania, co może oznaczać, że WIG20 jest blisko lokalnego minimum.