Bezpośrednim powodem takiego stanu rzeczy był brak istotniejszych danych makroekonomicznych oraz zbliżające się posiedzenie Zarządu Rezerwy Federalnej w Stanach Zjednoczonych w sprawie poziomu stóp procentowych zaplanowane na 28 - 29 czerwca. Już teraz widać jest, że podniesienie kosztu pieniądza o kolejnych 25 punktów bazowych jest już częściowo wliczone w aktualne ceny. Zwolennikom dolara pomaga również sytuacja na rynkach wyprzedzających, gdzie zaobserwować można kontynuację spadków cen. Dzisiaj za jedną uncję złotego kruszcu trzeba było zapłacić 568 dolarów, co nie licząc spadków z początku zeszłego tygodnia jest najniższą ceną od 30 marca bieżącego roku. Również cen ropy naftowej po publikacji w zeszłym tygodniu bardzo dobrych danych na temat stanu zapasów paliw znajduje się poniżej psychologicznej bariery 70 dolarów za baryłkę crude. Dzisiaj cena oscylowała w rejonie 69 dolarów. Z punktu widzenia dzisiejszych wiadomości dolarowi pomogła kosztem euro informacja o bilansie handlu zagranicznego z Eurolandu, który okazał się znacznie gorszy od prognoz i spadł do -2 mld EUR.
O godzinie 15:00 zgodnie z notowaniami na rynku międzybankowym za jedno euro trzeba było zapłacić 1,2571 dolara.
Sytuacja techniczna eurodolara: ostatnie sygnały pomimo, że korzystne dla niedźwiedzi nie zmieniają dotychczasowego obrazu tej pary. W średnim horyzoncie czasu znajdujemy się w obszarze minimów po pierwszej fali korekty technicznej spadków trwających od 5 czerwca. Najbliższe wsparcie umiejscowione jest w rejonie 1,2555 i to najprawdopodobniej ono da sygnał do dalszych zmian. Obserwując wskaźniki techniczne w kontekście zmian na najbliższe kilka godzin trudno oczekiwać zdecydowanej poprawy sytuacji. Reaktywacja zwolenników silnego euro kosztem dolara nastąpić może dopiero po potwierdzeniu utrzymania się notowań powyżej 1,2655, co nastąpić powinno w ciągu najbliższych 2-3 godzin. Kolejny atak byków ma szanse przynieść wzrosty nawet z zasięgiem na 1,2700.
RYNEK KRAJOWY
Poniedziałek pomimo poranku ciekawego i pozytywnego dla polskiej waluty zakończył się kolejną falę deprecjacji złotego. Wzrosty widoczne były zwłaszcza na parze USD/PLN, gdzie nowe ekstremum wygenerowane pod wpływem zmian na rynku eurodolara wyniosło 3,2359. Inwestorzy najwyraźniej nie mają ochoty jeszcze inwestować w złotego i polskie walory, czekają. Rynek natomiast robi się przez to bardzo płytki, przez co odczuwalny jest każdy podmuch z innych rynków. Zainteresowanie Polską jako dobrym miejscem do inwestycji skutecznie gaszone jest przez napływające informacje z krajów regionu. Wybory w Słowacji oraz kolejna podwyżka stóp procentowych na Węgrzech to dwa zasadnicze argumenty. Obserwując sytuację w naszym kraju trudno doszukać się czynników destabilizujących gospodarkę. Nie mnie jednak jak na razie nie ma chętnych do zakupów złotego. Nie zbyt optymistycznym sygnałem jest również wynik dzisiejszej aukcji bonów rocznych. Ministerstwo Finansów sprzedało na poniedziałkowym przetargu bony 52-tygodniowe o wartości 1 mld zł. Popyt na bony wyniósł 1,12 mld zł.