Wiadomością dnia było oczywiście obniżenie stopy dyskontowej w USA o 50
pkt. bazowych. Cała reszta przestala się właściwie liczyć. Wydaje się, że
dzięki tej decyzji rynki dostały wystarczający impuls popytowy, co na
jakiś czas poprawi sytuację. Można oczywiście się zastanawiać, na jak
długo ten impuls wystarczy. Można się także zastanawiać, jak wysoko rynek
dzięki niemu wzrośnie. Nikt jednak chyba nie ma wątpliwości, że ta decyzja
nie załatwia sprawy, a problemy z podejściem do ryzyka dzięki niej nie
znikną w magiczny sposób.
Sesję zaczęliśmy spadkiem cen. Pojawił się głównie jako reakcja na
dzisiejsze spadki cen na rynkach azjatyckich. Przecena o 5% w Japonii, czy
o ponad 3% w Hong Kongu zrobiły wrażenie. Rozruch rynku kasowego przyniósł
nieco optymizmu, ale na krótko. Szybko do głosu doszła podaż i ponownie
zrobiło się czerwono. Czwartkowa przecena była powoli pogłębiana. W
południe ceny się zatrzymały i wykreśliły ponad godzinną konsolidację.
Później wybiły się z niej dołem zaliczając kolejne minima.
Tuż przed 14:00 sytuacja zaczynała się nieco poprawiać. Przecena wyraźnie
zwolniła. Przewaga podaży nie była już tak przytłaczająca, co
sygnalizowało zarówno wolne tempo spadku cen, jak i niewielka, w
porównaniu z czwartkiem, wartość obrotów. Popyt miał okazję na odbicie.
Faktycznie, początki takowego się pojawiły. Kluczem do większej korekty
wzrostowej było wyjście ponad poziom wspomnianej południowej konsolidacji.
Gdy kursy powoli rosły na rynku pojawiła się wiadomość o obniżeniu przez
Fed stopy dyskontowej o 50 pkt. bazowych. To przeważyło. Ceny szybko
ruszyły w górę. Pokonany został nie tylko poziom konsolidacji, ale także
maksimum porannych notowań. Wzrost zatrzymał się przed 15:00 w okolicach
3400 pkt.
Co dalej? Akcja popytu zasługuje na uwagę i prawdopodobnie będzie podstawą
do nieco lepszego początku przyszłego tygodnia. Prawdopodobny jest test
poziomu oporu na 3565 pkt. Jeśli popyt będzie na tyle silny, by wynieść
ceny wyżej, będzie można myśleć o powrocie do długich pozycji. Piszę
"jeśli" ponieważ mamy tu sporo niewiadomych. Po pierwsze, obniżka stóp
była przez część analityków oczekiwana, a przez część inwestorów pożądana.
Pewnie ich uradowała. Tylko dlaczego wyniosła ona aż 50 pkt. bazowych. Nie
wystarczyło 25 pkt.? I tu dochodzimy do drugiej kwestii, co sprawiło, że
Fed podjął taką decyzję. Jeszcze dwa dni temu mówiono o inaczej, a teraz
okazuje się, że zdaniem Fed kłopoty na rynku kredytów mogą zaszkodzić
wzrostowi gospodarczemu. Pojawią się obawy, czy jakiś mocno śmierdzący
trup nie zalega w jednej z szaf na rynku finansowym.