Tydzień na rynku amerykańskim zaczął się bardzo spokojnie. Najpierw
poniedziałkowa sesja była właściwie bez znaczenia, a teraz mamy za sobą
kolejną. Niewielkie zmiany wartości indeksów oczywiście nie są w stanie
zmienić oceny dotyczącej panującej na rynku tendencji. Siłą rzeczy nie
będą też impulsem dla incestów operujących na innych rynkach, w tym
polskim.
Wydarzeniem dnia były słowa senatora Chrisa Dodd`a, który ujawnił, że w
rozmowie z nim Ben Bernanke stwierdził, że jest gotów użyć wszelkich
możliwych instrumentów by poprawić sytuację płynności na rynkach.
Oczywiście to oznacza dla publiki tylko jedno - cięcie stóp procentowych
jest już właściwie pewne. Czy faktycznie należy to odbierać jako zmianę
frontu szefa Fed? Osobiście mam wątpliwości. Jestem pewien, że on cały
czas jest gotów do korzystania z różnych dostępnych mu instrumentów już od
chwili, gdy zasiadł na fotelu prezesa. Pytanie, czy ma chęć ich użyć. To
dwie różne rzeczy. Można spokojnie założyć, że jak sytuacja nie będzie się
poprawiać, to w ruch pójdą różne narzędzia, a wśród nich i obniżka stóp
procentowych. Na razie Fed, wraz z szefem chcą tego uniknąć. Niepewność
dotycząca możliwości obniżenia oprocentowania funduszy federalnych nie
dotyczy przecież gotowości do takiego kroku, ale przekonania, że jest on
najlepszym wyjściem. Z jastrzębich wypowiedzi przedstawicieli Fed w
ostatnich miesiącach można wnioskować, że chęć obniżenia stóp nie jest
zbyt wielka, ale przecież to wcale nie znaczy, że do niej nie dojdzie
nawet wtedy, gdy rynki będą nadal cierpieć na brak kapitału. Zatem
szczególnych rewelacji Dodd nam nie ujawnił. Bo co mógł Bernenke
powiedzieć? Zadeklarować, że za żadne skarby nie obniży stóp?
Dzisiejsza sesja zacznie się w okolicy wczorajszego zamknięcia lub
niewiele wyżej. Nadal będziemy świadkami prób podniesienia cen przez
popyt. Nadal będziemy się temu biernie przyglądać, gdyż zważywszy na
odległość od oporów, te próby nie mają większych szans na wygenerowanie
sygnału kupna.