Po wczorajszym rajdzie w górę nasi inwestorzy zapewne z zapartych tchem
śledzili przebieg sesji w USA. "Żeby tylko niczego nie zepsuli". I nie
zepsuli. DJIA i Nasdaq zyskały po ponad 1%. Wzrost SP500 był nieco
słabszy, ale wystarczający jak na polskie potrzeby. Pomaga także rynek
japoński. Wzrost indeksu Nikkei o 2,6% będzie dla nas pomocnym impulsem.
Dzięki nim nasz rynek ma szansę zacząć dzień od zwyżki powiększając tym
samym wczorajszy ruch.
Wczorajszy wzrost w USA pewnie jest trudny do oceny przez większość
analityków. Z jednej strony zwyżka cen sygnalizuje pojawienie się popytu i
cofnięcie się podaży, a więc wzrasta poczucie bezpieczeństwa i coraz
większa grupa inwestorów decyduje się na angażowanie kapitału. Banki
pożyczają pieniądze od Fed, co także wpływa na poprawę sytuacji. Ta powoli
normalnieje, choć oczywiście jeszcze nie jest na tyle klarowna, by już
mówić, że zagrożenie minęło. Niemniej szanse na zatkanie się systemu
zmalały.
Z drugiej strony oznaki poprawy sytuacji są jednocześnie świetną
przesłanką za tym, by FOMC dwa razy się zastanowił zanim podejmie decyzję
o obniżce stóp funduszy federalnych. Dla większości cięcie stóp na
najbliższym posiedzeniu FOMC wydaje się przesądzone. Na taki ruch wskazują
notowania Fud Funds Futures. Rynek więc to już zdążył zdyskontować.
Wracając do naszego rynku. Dobry początek dnia zbliży nas do poziomu oporu
w postaci lokalnego szczytu z środy ubiegłego tygodnia. Wyjście ponad ten
pozom będzie można uznać za sygnał powrotu na rynek popytu. Będą także
podstawy ku temu, by zagrać na zwyżkę cen, bo ten sygnał może bowiem
oznaczać powrót do trendu wzrostowego. Oczywiście nic tu nie jest pewne.
Zwyżka faktycznie może jeszcze potrwać, ale do ataku na szczyty może już
nie dojść. Pozostaje nam śledzić wydarzenia i reagować na bieżąco.