Przecena na rynku terminowym wydaje się znaczna i być może przestraszyła
część graczy utrzymujących długie pozycje. Strach może nie jest tu
najlepszym rozwiązaniem, choć po stylu piątkowego wzrostu warto zachować
czujność. Niemniej nie należy też przesadzać z potrząsaniem portkami bo w
sumie nic wielkiego się nie stało.
Relatywnie większa przecena na rynku terminowym wynika głownie z tego, że
piątkowa końcówka notowań była relatywnie zbyt mocna. Teraz wahadło się
wychyliło w drugą stronę. By złapać odpowiednią perspektywę, warto
spojrzeć na wykres indeksu. Tu przecena sięgnęła ledwie 0,5%. Nie jest to
wartość, która mogłaby kogokolwiek znacznie zaniepokoić.
Sesja faktycznie była bardzo spokojną, a zamiany cen powolne. Rozpiętość
wahań zbliżona jest do średniej, co należy uznać za sukces, bo przed sesją
nie należało się tego spodziewać. Poniedziałkowe notowania odbywały się
bez udziału większości inwestorów zagranicznych, których zlecenia
przechodzą przez Londyn, a ten akurat świętował. Aktywność mówi sama za
siebie. Obrót na kwadrans przed końcem dnia nie przekroczył jeszcze 600
mln złotych.
Z technicznego punktu widzenia nic szczególnego się nie wydarzyło. Dzień
zaczął się od niewielkiego wzrostu, a kończy lekkim spadkiem. Można to
traktować jako korektę piątkowego wyskoku. Korektę raczej płytką.
Zwłaszcza w przypadku indeksu. Nadal jest szansa na kontynuację zwyżki i
próbę wyjścia ponad poziom 3700 pkt. Jego pokonanie będzie już sporym
wyzwaniem dla byków, bo będzie to jednocześnie oznaczało bezpośrednie
zbliżenie się do okolic rekordów. Rekordów, które tydzień temu były tak
daleko.