Dzisiejsza sesja jest kolejną, w czasie której rynek zachowuje się
dziwnie. Od wtorkowego otwarcia mamy właściwie nieprzerwany żadną
poważniejszą korektą wzrost cen. Wzrost, który nie jest potwierdzony przez
wielkość aktywności i który, zdawałoby się, nie ma szans na kontynuację.
Wzrost cen, który mimo tych niedogodności nadal trwa i doprowadził ceny do
poziomu oporu. Oporem tym są: poziom dwóch lokalnych szczytów z 27
sierpnia i 5 września br. Szczyty te tworzą górne ograniczenie
konsolidacji, z której ceny mają teraz szansę się wybić. Za opór należy
także uznać okolice 3700 pkt., gdzie wcześniej miał miejsce przystanek w
spadku cen, jaki pojawił się na przełomie lipca i sierpnia.
O ile w "Weekendowej?" przytaczałem argumenty za tym, by nie przesadzać z
pesymizmem na rynku, to jednak dotyczyły one głównie rynku amerykańskiego.
Sądziłem, że dopiero poprawa sytuacji za oceanem pozwoli i naszym bykom na
przeprowadzenie akcji. Tymczasem w USA nic szczególnego się nie wydarzyło,
a zamiast tego naszym kupującym udało się podnieść ceny tak wysoko. Co
ważne, udało się to przy zaangażowaniu tak niewielkiego kapitału. Z jednej
strony mamy radość posiadaczy długich pozycji, a z drugiej wątpliwości, co
się za takim wzrostem kryje. Popyt w ciągu ostatnich dni nie pokazał
niczego szczególnego, ale też pokazywać nie musiał, bo podaż karnie cofała
się na wyższe poziomy. Czy to tylko zagrywka podaży, czy też faktycznie
niedźwiedzie nie mają wystarczającej siły?
W tej chwili za wcześnie to rozstrzygać. Próbą popytu będzie sesji, na
której obrót będzie miał znacznie większą wartość, a tym samym sprzedający
powiedzą "sprawdzam". Wtedy dowiemy się, jakim potencjałem dysponuje obóz
byków. Wynik takiej sesji będzie miał dla oceny perspektyw rynku duże
znaczenie. Nie jest wykluczone, że taką sesją będzie sesja jutrzejsza.
Właśnie jutro mają pojawić się ważne dane makroekonomiczne dotyczące
gospodarki amerykańskiej. Będą one uważnie śledzone ze względu na
zbliżające się posiedzenie FOMC. Słabe dane potwierdzą powszechne
oczekiwanie na obniżkę stóp procentowych. Dane pocieszające (po raporcie o
stanie rynku pracy z ubiegłego tygodnia) przedłużą okres niepewności.