Kończymy ostatnią sesję na polskiej giełdzie przed wieczornym ogłoszeniem
decyzji o wysokości stóp procentowych w USA. Prognozy są raczej
jednoznaczne - rynek niemal powszechnie oczekuje, że do obniżki stóp
dojdzie. Mówi się głównie o 25 pkt. bazowych, ale są i tacy, którzy liczą
na to, że będzie to 50 pkt. bazowych. Jedynie nieliczni przebąkują, że w
ogóle obniżka stóp może być zbędna. Wczoraj do tej ostatniej grupy
dołączył sam Alan Greenspan.
Niezależnie, co postanowi komitet, na jedno można mieć nadzieję - skończy
się okres wyczekiwania i rynek w końcu zacznie się ruszać, a ceny ponownie
wejdą w jakiś trend. Obserwując dzisiejszą sesję wydaje mi się, że moje
nadzieje w tym względzie nie są odosobnione. Wprawdzie rozpiętość wahań
nie jest jakoś szczególnie szokująca, ale mamy podjętą przez popyt próbę
sforsowania poziomu oporu.
Trzeba przyznać, że takie działanie jest dość ryzykowne. Z jednej strony,
mamy znaczny czynnik niepewności, jakim jest wspomniana wyżej decyzja
FOMC, ale jak rozumiem znalazło się sporo graczy, którzy postanowili
zaryzykować. Z drugiej strony mamy nadal niską aktywność na rynku. Wybicie
się cen w takiej atmosferze ma mniejszą wiarygodność. Jak pamiętamy, przez
ostatnie tygodnie oczekiwaliśmy na "sesję test" siły popytu. Oddalenie się
od dołka było efektowne, ale nie wymagało większego wysiłku, gdyż podaż
nie stawiała oporu.
Prawdziwym testem dla kupujących miała być sesja, w czasie której podaż
bardziej się ujawni, a więc zmusi stronę byków do zaangażowanie większego
kapitału. Do tej pory myślałem, że takim testem będzie próba wyjścia ponad
poziom oporu, ale jak widać, podaż i tym razem nie stanowiła przeszkody
usłużnie usuwając się w tył. Nadal więc zwyżka cen ma poważną wadę w
postaci braku wiarygodności, ale jeśli zakończymy sesję nad oporem, to
należałoby na to zareagować. Ta niska wiarygodność mogłaby się jedynie
przełożyć na relatywnie bliski poziom stopów na wypadek, gdyby jednak
obawy o kondycję kupujących znalazły swoje potwierdzenie w rzeczywistym
przebiegu wydarzeń.