Kończymy dzisiejszą sesję spadkiem cen. Z pewnością jest to przykre
doświadczenie dla posiadaczy długich pozycji, a ci którzy odważyli się
zająć pozycje krótkie z myślą o tym, że nie uda się wyjść cenom na nowe
rekordy, maja powód do zadowolenia. Do ataku na poziomy rekordów nie
doszło, a zamiast test mamy spadek cen i flirtowanie z poziomem ostatniej
luki hossy.
Mimo tego rozczarowania byków i radości niedźwiedzi, żadna z wymienionych
stron nie powinna tego stanu uznawać za stały. Dzisiejsza przecena jest
faktem, ale ma swoje mankamenty które sprawiają, że nie może być
ona brana poważnie pod uwagę. Jest na to za wcześnie. Po pierwsze,
aktywność w czasie spadku była znikoma. Jeszcze kilka minut przed 16:00
obrót nie przekroczył nawet 500 mln złotych. Trzeba jednak zwrócić uwagę,
że ten akurat aspekt jest u nas już niemal standardem. W końcu ostatnie
wzrosty także rodziły się przy niewielkiej aktywności graczy.
Zapomnijmy zatem na razie o obrocie i przyjmijmy, że spadek cen jest
wynikiem aktywności znaczącej podaży. Przecena na rynku terminowym o 2%
robi rażenie. Ceny nie spadły jednak tak nisko, by miało to znaczenie dla
sytuacji technicznej rynku. Poziom luki nadal pozostaje częścią wsparcia
dla cen.
Jedno jest warte uwagi. Trwająca od kilku dni konsolidacja właśnie się
skończyła. Skończyła się wybiciem w dół. W chwili obecnej popyt ma
ostatnią szansę, by wybronić się przed sygnałem słabości w postaci zejścia
cen pod poziom wsparcia. Mały obrót pozwala na skuteczną kontrakcję, ale
do tego potrzeba także chęci kupujących. Ostatnio ich zabrakło. Bliskość
rekordów okazała się jednak zbyt silną barierą.