Wtorkowa sesja w USA a także dzisiejsze zachowanie rynku w Tokio było
podstawą do oczekiwań, że sesja na warszawskim parkiecie nie rozpocznie
się spadkiem cen, a może nawet będziemy mieli zwyżkę. Faktycznie zaczęło
się aż 29 pkt. powyżej poprzedniego zamknięcia. Takie otwarcie sprawiało
wrażenie otwarcia na wyrost, bo nie było zbyt wielu powodów do aż takiego
optymizmu. Dalsza część sesji potwierdziła to przypuszczenie. Po
rozpoczęciu notowań na rynku akcji mieliśmy jeszcze chwilę przewagi
popytu, ale ta po krótkiej konsolidacji się skończyła. Nastąpiło wybicie
dołem i powolny spadek cen. Ten zatrzymał się w południe w okolicy
zamknięć z dnia poprzedniego. Po dwóch godzinach niewielkich wahań
wszystko wskazywało na to, że podaż sprowadzi ceny na niższe poziomy. Tak
też się stało, choć skala wybicia z tego dwugodzinnego ruchu bocznego była
nieco zaskakująca w swej wielkości.
Impulsem do wybicia okazały się dane dotyczące amerykańskich zamówień na
dobra trwałego użytku. Okazało się, że spadek wielkości zamówień był
większy niż się tego spodziewano. Badając tą wielkość trzeba jednak
pamiętać, że zmienność wielkości zamówień jest znaczna, gdyż dużą ich
część (kwotowo) stanowią zamówienia na środki transportu w tym samoloty.
Znaczny spadek zamówień wynikał właśnie m.in. z mniejszej wartości
zamówionych w sierpniu samolotów (spadek o ponad 40%). Po odjęciu środków
transportu skala spadku była już mniejsza i nie tak zaskakująca względem
oficjalnych prognoz. Z tego względu dość szybko ceny zaczęły wracać.
Jeszcze przed 15:00 znalazły się ponad poziomem wspomnianej dwugodzinnej
konsolidacji.
Sesja jako całość nie wnosi wiele do obrazu rynku. Ceny nadal znajdują się
nad poziomem wsparcia, a tym samym można przyjąć, że popyt mimo wszystko
jest jeszcze w przewadze, choć oczywiście jest ona zagrożona. To
zagrożenie nie wynika tylko z faktu spadku cen, ale z tego, że ceny te nie
mają ochoty powrócić na wyższe poziomy. Gdyby rynek był w świetnej formie
moglibyśmy oglądać dziś szybkie odbicie, ale tak się nie stało. Nawet
biorąc pod uwagę dość dobry początek dnia, to ceny utrzymywały się w
dolnej części ostatniej przeceny, co niestety zbyt dobrze o kupujących nie
świadczy. Wątpliwości, jak zwykle, rozwieje zachowanie rynku w okolicy
poziomu wsparcia.