Już rano wykresy kontraktów i indeksu opuściły zakres kanałów wzrostowych,
które od kilku dni ograniczały wahania cen na naszym rynku. Kanały były
uznawane za ruchy korekcyjne wcześniejszej przeceny. Nastawienie to
uległoby zmianie, gdyby doszło do powrotu do obszaru konsolidacji, z
której ponad tydzień temu ceny się wybiły. Nic takiego nie miało miejsca.
Popyt nawet poważniej tego poziomu nie zaatakował. Zakupy, jakie miały
miejsce na sesji w ostatni piątek jedynie podprowadziły rynek do poziomu
wspomnianej konsolidacji. Na podniesienie rynku jeszcze wyżej zabrakło sił.
Wprawdzie obie strony zachowują ostatnio bierność, to jak widać, popyt
jest "bierniejszy". Nawet tak niewielka podaż , jak ta dzisiejsza, jest w
stanie obniżyć ceny i to całkiem sporo. Kwadrans prze 16:00 przecena sięga
2 proc. Przewaga podaży nie jest druzgocąca, ale widocznie i to wystarczy.
Wystarczy, by sprowadzić ceny pod poziom ostatniego lokalnego dołka oraz
pod poziom wybicia małej odwróconej formacji głowy i ramion, którą rynek
opuścił 15 kwietnia. Patrząc jedynie na wykresy można odnieść wrażenie, że
byliśmy świadkami próby powrotu do konsolidacji, ale próba ta zakończyła
się fiaskiem. Teraz do głosu ponownie doszła podaż, a więc słabość popytu
będzie musiała być przez posiadaczy długich pozycji odchorowana. Zmierzamy
w kierunku dołka z 14 kwietnia. Rosnąca w czasie spadku cen LOP wskazuje,
że popyt nie panikuje, ale stawia się niedźwiedziowi. To stawianie się
pewnie będzie widoczne nie tylko w czasie zbliżania się do wspomnianego
dołka, ale także nawet po jego pokonaniu. Przecież niże mamy kolejny dołek
i pewnie i on będzie uznawany za potencjalny poziom wsparcia. Skoro jednak
uznajemy, że rynek spada, to lepiej na wsparciach się nie skupiać. Większą
uwagę należy przyłożyć do określenia poważniejszych poziomów oporu. Tu
sprawa pozostaje jasna. Najbliższym oporem jest szczyt z 18 kwietnia.