Wczorajsza sesja w USA z pewnością ucieszy posiadaczy długich pozycji na
naszym rynku. Nie chodzi tu tylko o samą skalę zwyżki, bo ta akurat nie
była powalająca, ale sam fakt jej pojawienia się i jej wpływ na przebieg
kreślenia wykresów. Wszystkie trzy śledzona przez nas indeksy mają się w
tej chwili całkiem nieźle, a ostatnie zachowanie pozwala na lekki
optymizm. Proszę mnie nie pytać o powody, bo w tej chwili trudno je
znaleźć. Można tylko przypuszczać, że inwestorzy doszli do wniosku, że
najgorsze jest już za nami.
Tylko tak można wytłumaczyć spokój, z jakim przyjmowane są złe wiadomości.
Wczoraj oprócz pocieszającego raportu o liczbie nowych wniosków o zasiłek
dla bezrobotnych i lekko pozytywnego o dynamice zamówień na dobra trwałego
użytku, mieliśmy fatalnym wręcz odczyt dynamiki sprzedaży nowych domów.
Nikt się tym jednak nie przejął. Reakcja rynków na te dane była
krótkotrwała. Przeważył popyt, a trzeba pamiętać, że był to jedne z
najgorszych raportów o sprzedaży nowych domów. Wielkość sprzedaży spadła
od swojego szczytu już o dwie trzecie i jest najniższa od 1991 roku. Być
może waśnie fatalne dane skłoniły graczy do wniosku, że skoro jest już tak
źle, to gorzej nie będzie, a jak nie będzie gorzej, to będzie raczej tylko
lepiej.
Teza ryzykowna, bo nikt nie powiedział, że nie będzie gorzej. Zwróćmy
uwagę, że długoterminowe stopy procentowe ponownie rosną, a więc rośnie
koszt finansowania zakupu domów. Niewielu jest w stanie za dom zapłacić
gotówką. Ten rynek opiera się na kredycie. Kredycie, który ponownie staje
się droższy i teraz jest znacznie trudniej dostępny niż jeszcze rok temu.
Środowe informacje o liczbie wniosków o kredyt hipoteczny publikowane
przez MBA (pochodzą od podmiotów reprezentujących ponad połowę wolumenu
udzielanych kredytów) nie sygnalizują większego zainteresowanie
zaciągnięciem nowego kredytu. Ba, tendencja jest wręcz odwrotna. Mimo to,
rynek żyje nadzieją. Indeksy wychodzą ponad poziomy oporów.
Cóż, nie pozostaje nic innego, jak na to reagować, ale warto zachować
ostrożność, gdyż istnieje spore ryzyko, że te obecne optymistyczne sygnały
okażą się krótkotrwałe. Na razie "chwilo trwaj". Nikkei zyskuje 2 proc.
Tym samym można oczekiwać, że i my zaczniemy sesję od zwyżki cen. Nie jest
wykluczone, że wyniesie ona 20-30 pkt. Tym samym wykonamy krok w kierunku
szczytu sprzed tygodnia (2980). Jego pokonanie dałoby bykom kolejny
argument.