Wczorajsza sesja w USA? Indeksy wzrosły i to jest najważniejsza
informacja. Czy słusznie? Skoro wzrosły, to widocznie słusznie. Rynek nie
zachowuje się niesłusznie. Wprawdzie rozczarowała dynamika produkcji
przemysłowej oraz stopień wykorzystania mocy produkcyjnych, a wskaźnik
nastrojów sektora budowlanego zanotował spadek do 19 pkt. czyli rekordowo
niskiego poziomu. Jak widać, te wiadomości, nie wywarły na graczach
większego wrażenia. Trzeba to zaakceptować, bo walka z rynkowymi siłami to
pierwszy stopień do inwestorskiego piekła. Co do danych można powiedzieć,
że pozostałe były dobre. Faktycznie, były zgodne z oczekiwaniami, ale to
negatywnych niespodzianek było więcej. Za takową nie uważam wskaźnika
aktywności w rejonie Nowego Jorku, bo różnica między prognozą, a faktyczną
wartością nie jest znacząca. Wartość tego wskaźnika podlega zwykle sporym
wahaniom.
Z informacji ze spółek nic, co by mogłoby nas zainteresować, się nie
pojawiło. Jakieś przejęcia CBS to nie jest coś, co ma jakiekolwiek
znaczenie dla polskich inwestorów. Wspominanie o tym to jedynie bicie
piany. Podobnie ma się sprawa podejmowanych podchodów Microsoftu w
kierunku przejęcia Yahoo. Ekscytować się tym mogą jedynie akcjonariusze
obu spółek. Dla reszty ważna może być jedynie decyzja, czy to już do tego
doszło. Rynek jako całość ma większe zmartwienia. Nadal wysoka cena ropy
pomaga tylko spółkom paliwowym. Reszta cierpi wraz szeregowym
Amerykaninem, który płacze tankując jeden ze swoich wozów. Banki nadal
pożyczają od Fed, a nie za bardzo chcą od siebie. Ale co tam, ważne, że
ktoś gdzieś powiedział, że może będzie lepiej. Zawsze można to wrzucić do
opisu sesji.
Dla nas ważne jest zarówno to, że indeksy w USA wzrosły, jak i to, że
Nikkei dziś stracił. Ważne jest to, że wczoraj popyt na warszawskim
parkiecie zdecydowanie się nie popisał. Bliskość oporu ośmieliła podaż. Co
ciekawe, sam opór do kluczowych nie można zaliczyć. Tu znacznie ważniejszy
jest szczyt z okolic 3200 pkt. Niemniej i szczyt kwietniowy wystarczył, by
ceny się lekko odbiły na sporym obrocie. Samo odbicie to jeszcze nie
tragedia, ale słabość w miejscu, gdzie popyt powinien pokazać zęby to nie
jest dobra wiadomość. Potwierdzeniem wczorajszej słabości będzie zejście
cen pod poziom najbliższego wsparcia, a jest nim dołek na 2963 pkt. Póki
co popyt ma jeszcze szansę na wykaraskanie się i poprawę wizerunku. Być
może pomocne w tym będą dane dotyczące nowych inwestycji budowlanych w
USA. O 14:30 pojawi się liczba wydanych pozwoleń na budowę oraz liczba
noworozpoczętych budów. Tuż przed zamknięciem poznamy wskaźnik nastrojów
konsumentów.