Po wczorajszej akcji podaży, której skutkiem było oddalenie się cen od
poziomu oporu, dziś popyt musiał pokazać się z nieco lepszej strony. Czy
to zadanie zostało wykonane? Połowicznie. Sesję wprawdzie kończymy na
plusach, ale niższa aktywność w czasie tej zwyżki każe zastanawiać się
nadal, czy faktycznie jesteśmy w stanie w tej chwili sforsować poziom
oporu w postaci kwietniowego szczytu.
Początek dnia był dla byków pomyślny. Notowania ruszyły na plusach, a te z
czasem jeszcze się nieco powiększyły. Przed południem podaż uzyskała
przewagę, ale przecena nie była na tyle mocna, by sprowadzić ceny
kontraktów w okolice zamknięcia dnia poprzedniego. Dołek został wyznaczony
niemal idealnie w chwili rozbrzmiewania hejnału z Wieży Mariackiej. Wzrost
cen tuż po południu nie był duży. Rynek zrobił się aktywniejszy w chwili
publikacji danych w USA. Liczba nowych budów oraz liczba wydanych pozwoleń
na budowę okazały się wyższe od prognoz. To uradowało rynki, choć wymowa
tych danych nie jest jednoznacznie pozytywna, o czym wspominałem już
wcześniej. Końcówkę znowu mamy spadkową. Po 15:00 pojawiły się nowe minima
sesji. Trudno taką sesję uznać za skuteczną próbę przywrócenia wiary we
wzrosty. Owszem, do oporu jest nam bliżej niż do wsparcia, ale popyt
powinien w takich sytuacjach zachowywać się żwawiej.