W dniu, w którym nie działają rynki amerykańskie oraz przerwę ma
londyńskie City, nie można było spodziewać się przełomu na naszym rynku.
Brak impulsów pochodzących od przewodnika finansowego stada (Ameryka), a
także brak zleceń z głównego źródła takowych pochodzących od inwestorów
zagranicznych (Londyn) skutecznie unieruchomił nasz rynek. Sesja zaczęła
się niewielkim spadkiem, który można było uznać za reakcję na piątkową
słabość w USA. Później początkowa strata dość szybko została nadrobiona, a
jeszcze przed południem bykom udało się wyjść na niewielkie plusy. Te
niewielkie plusy były utrzymywane przez resztę dnia.
Dość powiedzieć, że rozpiętość całej sesji wyniosła 31 pkt. a od południa
ledwie przekroczyła 10 pkt. Obrót na pół godziny przed zakończeniem sesji
przekroczył wartość 300 mln złotych. Wszystko to razem potwierdza, że
dzisiejsze zmiany cen nic nie mogą znaczyć. Budowanie jakichkolwiek
scenariuszy po takiej sesji po prostu mija się z celem. Nasze szczęście
jest takie, że ceny nie zmieniły się znacznie, bo zwalnia nas to z
rozważań, czy zmiana jest ważna i czy należy się jej poddać, czy ze
względu na niską aktywność, ignorować.