Jeśli ktoś zakładał, że po nudnym poniedziałku wtorek będzie już trochę
ciekawszy, to się nie zawiódł. Faktycznie, wtorek był trochę ciekawszy.
Nie zmienia to faktu, że także i dzisiejsza sesja należy raczej do tych, o
których się później nie pamięta. Aktywność, owszem większa od tej z dnia
poprzedniego, nadal pozostaje niska. Ponownie możemy sobie pomarzyć o
obrocie przekraczającym 1 mld złotych. Mowa oczywiście o rynku kasowym. Na
terminowym, co jest już prawidłowością, obrót mierzony wartością kontraktu
jest znacznie wyższy, choć i tu do rekordów jeszcze nam sporo brakuje.
Jakie wnioski można wyciągnąć po takiej sesji? Od poniedziałkowego
otwarcia rynek powoli się wznosi. Towarzyszy temu marna aktywność, ale
jednak ceny idą w górę. Pewnie pobudza to wyobraźnię posiadaczy długich
pozycji. Niestety, w tej chwili jest zbyt wcześnie, by mówić o przewadze
popytu. Zwyżkę cen należy nadal traktować jako korektę wcześniejszego ich
spadku. Skala wzrostu jest zbyt mała na poważniejsze wnioski. Niska
aktywność także nie pozwala na bardziej optymistyczne oceny. Kto wie, może
coś się z tego wykluje, ale na razie niewiele na to wskazuje. Gdy
spojrzymy na rynek w perspektywie kilku miesięcy cały zapał byków wydaje
się mało ważny. Tu nadal skala odbicia po zimowej przecenie jest mała.
Pojawiają się głosy, że to dobry okres na zakupy. Nie jestem tego taki
pewien. W tej chwili sytuacja przypomina zwykłą korektę, która jest
przerwą w trendzie spadkowym.