Po piątkowej przecenie byki już na starcie stały na fatalnej pozycji. O
zanegowaniu spadku nie było mowy. Można było jedynie liczyć na jakieś
odbicie. Jak to zwykle w takich sytuacjach - skala odbicia miała nam
powiedzieć coś więcej o rynku. No i powiedziała. Po przecenie o 400 pkt.
średnia przemysłowa zdołała się podnieść na 70 pkt. Rewelacja to nie jest,
a tym samym stawia popyt w kiepskim świetle. Dodajmy do tego, że ta
niewielka zwyżka już w tej chwili została zniwelowana. Wypowiedzi szefa
Fed przypominające o inflacji wpłynęły umacniająco na dolara, ale
negatywnie na ceny na rynku akcji i amerykańskich obligacji. Kiepsko także
zachował się rynek japoński, który nie okazał się wsparciem dla posiadaczy
długich pozycji. W efekcie najprawdopodobniej zaczniemy dzień w okolicy
wczorajszego zamknięcia, a może nawet nieco poniżej jego poziomu.
Początek jest łatwiej przewidzieć, bo znamy czynniki, które mogą na to
wpłynąć. Co z resztą sesji? Wczorajsza luka pewnie będzie onieśmielać
część graczy. Przytoczę tu fragment komentarza z gazety: "Nie
przesadzałbym z przydawaniem jej zbyt wielkiego znaczenia. Luka poza
obszarem konsolidacji to już zupełnie inna bajka, bo byłaby
potwierdzeniem, że wybicie z konsolidacji jest istotne. Luka wykreślna w
ramach konsolidacji to także sygnał pesymizmu, ale może on być jedynie
chwilowy. Równie dobrze już dziś, lub za kilka dni, zostanie ona
zamknięta. Nie miałoby to znaczenia, bo znaczenie ma zamknięcie luki
ważnej. Skoro sam sygnał jest mało ważny, to i jego negacja jest w równym
stopniu mało interesująca."
O wsparciach pisałem już we wczorajszym komentarzu przed zamknięciem.
Szukanie właściwego nie ma w tej chwili większego sensu. Mamy kilka
możliwości, ale pamiętajmy, że w tej chwili to nie wsparcia są dla nas
ważne. Skoro podaż jest na razie górą to powinniśmy zająć się oporami.
Najbliższym nadal jest szczyt w piątku. Jak już wspominałem, do
wczorajszej luki należy podchodzić z ostrożnością.