O wczorajszej sesji w Stanach nie ma właściwie co pisać. Zmiana wartości
indeksów była symboliczna. Jeden indeks zakończył niewielkim wzrostem, a
inny niewielkim spadkiem. Obie zmiany nic nie znaczą. No, może znaczą
tyle, że piątkowy spadek nadal nie został zanegowany, a tym samym ciągle
jest on wiążący.
Wczoraj opublikowano wielkość deficytu w bilansie handlowym. Dane przyjęto
spokojnie. Odczyt był wprawdzie nieco większy od prognoz, ale rynek tym
szczególnie się nie przejął. Zmiany wielkości deficytu poddają się w dużej
mierze zmianom cen na rynku ropy. Sytuacja po wyrugowaniu wpływu ropy jest
dobra. Niektórzy analitycy wskazują na możliwość nieznacznego pogorszenia
się danych za maj, a zwłaszcza czerwiec. Miałby na to wpływ proces
wydatkowania rabatów podatkowych, który w zamierzeniu miał pomóc
konsumpcji, a więc także popytowi na import. Oczekiwanie jest dość
ciekawe, choć, jak zapewne część czytelników zauważyła, sam jestem raczej
sceptyczny, czy projekt rabatów ma szansę na sukces. Wcześniejsze takie
próby odniosły marny skutek. Jest to działanie bardziej propagandowe niż
faktycznie mające poważny skutek dla gospodarki.
Dziś czeka nas kolejny spokojny dzień pod względem planowanych publikacji.
Jedynie o 13:00 pojawi się liczba wniosków o kredyt hipoteczny. Dopiero po
zakończeniu naszych notowań zrobi się nieco ciekawiej. Opublikowana
zostanie Beżowa Księga, czyli raport Fed o stanie amerykańskiej
gospodarki. Nieco wcześniej ma odbyć się zaplanowane wystąpienie szefa
rezerwy federalnej, którego słowa mają ostatnie poważny wpływ na rynki
walutowe. Mimo to, nasza sesja nie musi być nudna. Ostatnie dni to dość
szybki spadek cen. Wczoraj naruszony został poziom dołka z marca. Dziś
pewnie będziemy świadkami walki podaży z popytem w tym okolicach. Podaż
będzie dążyła do zejścia na nowe minima spadku, a popyt będzie bronił
wsparcia oraz szukał okazji na zarobek w trakcie wyczekiwanego odbicia.