Po czwartkowym wzroście popyt miał okazję na powiększenie odbicia na sesji
dzisiejszej. Było to całkiem prawdopodobne. Sesja w Stanach w czwartek
zakończyła się na plusach. Były one wprawdzie mniejsze niż się wcześniej
zapowiadało, ale jednak były to plusy. Notowania ruszyły blisko poziomu
zakończenia czwartkowej sesji. Wyglądało więc na to, że popyt nadal chce
wykorzystać okazję. Szybko jednak do głosu doszła podaż. Nie był to
dynamiczny spadek cen, ale jednak oddalaliśmy się od szczytu. Spadek
został zatrzymany 13 kpt. Nad minimum bessy. Od tej chwili było coraz
lepiej. Zwyżka na początku była niemrawa, co jeszcze umożliwiało podaży
atak. Ta jednak nie skorzystała z okazji i pozostała bierna do końca dnia.
Popyt tymczasem podnosił ceny. W efekcie udało się wyjść nie tylko nad
poziom otwarcia sesji, ale także powiększyć skalę odbicia rozpoczętego
czwartkowego poranka.
Kończymy sesję w dobrych nastrojach, ale budowanie na tej podstawie
śmiałych byczych scenariuszy wydaje się przedwczesne. Wystarczy porównać
skalę dotychczasowego wzrostu do skali poprzedzającego go spadku cen. Mamy
za sobą cztery sesje spadków cen, a na razie nie udało się zanegować
choćby jednej. Strona byków liczy na to, że skoro udało się wybronić rynek
przez poważniejszym przebiciem styczniowego dołka, to być może przecena
już się zakończyła. To ryzykowne twierdzenie. Zauważmy, że zwyżka cen
odbywa się na niewielkim obrocie, a więc jest to raczej skutek biernej
postawy podaży, niż poważnych zakupów dokonywanych z myślą o dużych
wzrostach rynku. Rynek po czterech dniach przeceny był wyprzedany i teraz
mamy powrót do równowagi. Nie oznacza to jednak, że trend się skończył.
Nadal bardziej prawdopodobna jest kontynuacja spadków niż zakończenie
bessy.