Dziwna to była sesja. O ile na terminowym zaczęliśmy dzień na poziomie
bliskim poprzedniemu zamknięciu, to na kasowym otwarcie dokonało się na
zaskakująco niskim poziomie. Indeks zaczął dzień spadkiem o prawie 2 proc.
przy sporym jak na początek sesji obrocie. Szybko jednak doszło do wzrostu
cen, który skorygował ten dziwny początek. Krótko pomieszaliśmy w okolicy
zamknięcia z dnia poprzedniego, by po chwili znowu skoczyć w górę. Wzrost
cen wspomagany koszami zleceń kupna wyniósł indeks na poziom na tyle
wysoki, by umożliwić mu zanotowanie zwyżki podobnej skali, jak
wcześniejszy spadek. Tym samym w dość krótkim czasie mieliśmy do czynienia
ze wzrostem WIG20 o ponad 3 proc. Takie ruchy nie zdarzają się zbyt
często. Tym bardziej, gdy towarzyszy im całkiem przyzwoita aktywność.
Wydawać by się mogło, że rynek tego dnia jest pod władaniem popytu. Po
krótkiej korekcie można było oczekiwać kontynuacji ruchu. Nic z tego.
Konsolidacja, która powinna być niewielka, przedłużała się.
Co miały oznaczać te zmiany? Czy to atak popytu, który kończy bessę? Cóż,
nie można tego wykluczyć, choć na takie wnioski jest w tej chwili za
wcześnie. Kilka chwil zakupów nie jest w stanie zmienić wielomiesięcznego
trendu. Sytuacja jest tym bardziej podejrzana, że jutro wygasają czerwcowe
serie kontraktów i opcji, a więc takie zabawy mogą być z tym związane. Nie
ma co zgadywać. Na razie do oporów pozostaje wiele miejsca i popyt może
się zabawiać. Jest to zabawa bezkarna. Nie ma sygnałów, by podaż miała
tracić przewagę. Z pewnością jedna sesja takim sygnałem być nie może.