Chyba niewielu graczy oczekiwało, że dziś dojdzie do przełomu. Trudno mieć
takie oczekiwania w przeddzień decyzji Rady Polityki Pieniężnej dotyczącej
wysokości stóp procentowych. Wprawdzie sama decyzja jest niemal
przesądzona, ale wszyscy będą wsłuchiwać się w wypowiedzi członków rady i
wczytywać się w treść komunikatu towarzyszącemu decyzji, by znaleźć
przesłanki za przedłużeniem cyklu podwyżek. Coraz głośniej mówi się o
możliwości wystąpienia kolejnych podwyżek jeszcze w tym roku. Zresztą nie
chodzi tylko o RPP. Inwestorzy są także skupieni na tym, co powie w swoim
komunikacie amerykański Komitet Otwartego Rynku (FOMC). W tym wypadku
oczekuje się braku zmian, a także sygnałów możliwości rozpoczęcia
zacieśniania polityki pieniężnej.
Skoro sesja nie miała być przełomem, to należało oczekiwać, że zakres
wahań będzie zbliżony do wartości poniedziałkowych. Początek i koniec dnia
to potwierdza. W środku sesji byliśmy jednak poza rozpiętością wahań z
poniedziałku. Podaż potwierdziła swoją dominację sprowadzając ceny
kontraktów i wartość indeksu na nowe minimum bessy. Zwłaszcza w tym drugim
przypadku jest to ważne, bo niektórym obserwatorom rynku wydawało się, że
niskie otwarcie z poprzedniego czwartku może okazać się poważnym dołkiem.
Nie okazało się. Dzisiejszym spadkiem rozwiane zostały również nadzieje
byków na wykreślenie formacji klina. Mamy więc kolejny przykład na to, że
potencjalne formacje wcale nie muszą okazać się faktycznymi formacjami.
Scenariusz klina nie ma już racji bytu, choć jak widać, poziom 2600 pkt.
jest dzielnie broniony przez popyt. Problem w tym, że jest to obrona
raczej nieprzekonująca. Zamiast szarpać się i stale szukać kolejnych
potencjalnych poziomów zatrzymania rynku, chyba wygodniej jest spokojnie
się przyglądać wydarzeniom i zareagować dopiero, gdy przełamany będzie
jakiś poziom oporu. Póki co, na to się nie zanosi, a więc kontynuacja
ruchu wydaje się najbardziej prawdopodobna.