Względny spokój w globalnym handlu panujący przez lata pewnie dawałby dalej możliwość skupiania się Unii Europejskiej bardziej na celach ogólnospołecznych, jak restrykcyjna polityka klimatyczna. Jednak eskalacja napięć wojennych, a przede wszystkim wojna handlowa wypowiedziana w zeszłym roku przez Donalda Trumpa głównie Chinom (ale że jest on mało eleganckim dyplomatą, to de facto wypowiedział ją całemu światu) zmusiły także UE do przyjrzenia się tematyce.

I wychodzi na to, że to jednak cele gospodarcze stają się najważniejsze, a ich realizacja musi być osiągana przez protekcjonizm, zwłaszcza jeśli trzeba stanąć do nierównej walki z chińskim przemysłem i usługami (głównie ekspansja chińskich platform handlu e-commerce). D. Trump dał także impuls do rozwoju europejskiego sektora zbrojeniowego, być może jeszcze większy niż sama wojna w Ukrainie, dystansując się od gwarancji zbrojnej pomocy dla Starego Kontynentu.

Na początku tego roku wszedł mechanizm CBAM – Carbon Border Adjustment Mechanism, mający wyrównać szanse konkurencyjne dla europejskiego przemysłu ciężkiego. Dzięki niemu importerzy stali, aluminium, cementu, nawozów, wodoru i energii elektrycznej spoza UE muszą ponosić koszt emisji CO2 podobny do tego, jaki płacą europejscy producenci. Celem jest wyrównanie warunków konkurencji i ograniczenie zjawiska przenoszenia produkcji poza UE.

Kolejnym, może jeszcze ważniejszym elementem, chociaż mającym wystartować do końca tego roku, jest Industrial Accelerator Act – nowa polityka przemysłowa UE. Jego głównym celem jest zwiększenie udziału przemysłu w gospodarce UE do 20 proc. PKB do 2035 r. (z ok. 14,3 proc. w 2024 r.) poprzez przyspieszenie inwestycji, zwiększenie konkurencyjności europejskich producentów oraz ograniczenie zależności od importu z Chin i innych krajów spoza UE. Naczelną jego zasadą ma być „Made in Europe”, co oznacza, że przy zamówieniach publicznych oraz programach wsparcia finansowego preferowane mają być produkty i technologie wytwarzane w Europie.

Wspominałem też o barierach dla chińskiego e-commerce, z którym europejskim platformom trudno konkurować. Od 1 lipca zniesiono zwolnienie celne dla przesyłek o wartości do 150 euro, wprowadzając opłatę celną 3 euro dla takich przesyłek spoza UE. To uderzenie w Temu, Shein czy AliExpress, a ułatwienie biznesu takim operatorom jak Allegro.

Wymienione działania protekcjonistyczne to tylko przykłady ogólnego zwrotu w polityce UE, którą oczywiście można krytykować za opieszałość, nadmierną biurokrację czy brak działań wyprzedzających. Wygląda jednak na to, że obecne odpowiedzi są słuszne i mogą trwale podnieść konkurencyjność europejskiej gospodarki. Warto w tym kontekście zastanowić się nad potencjałem przełożenia tego na wzrosty europejskich indeksów giełdowych.