Tydzień temu zwracaliśmy tu uwagę, że WIG balansował na linii średniej z 50 sesji. Było to o tyle niepokojące, że jeśli wsparcie było przełamywane w poprzednich korektach trwającej hossy, to rozmiar przybierał zazwyczaj znacznie większą niż kilkuprocentową skalę. Na szczęście bariera została w minionym tygodniu obroniona. W piątkowe popołudnie WIG sięgał już 139 232 pkt. To oznacza, że do maksimum wszech czasów brakowało mu tylko 1,4 proc. Oscylatory MACD i RSI zaczęły zawracać w górę, więc technicznie wszystko zaczęło układać się po myśli kupujących.
Mało tego – zachowanie WIG-u na początku lipca dobrze wpisuje się w jego historyczne statystyki. Przypomnijmy, że średnia zmiana WIG-u w siódmym miesiącu roku wynosi +3,55 proc. Lepiej pod tym względem wypadają tylko grudzień i styczeń. Licząc do piątkowego popołudnia aktualny trzysesyjny dorobek szerokiego indeksu to +2,6 proc. Zwyżkom nie przeszkodził dużo gorszy od oczekiwań odczyt indeksu PMI dla polskiego przemysłu. Czerwcowy odczyt wyniósł 46,1 pkt, oczekiwano 49,4 pkt, a granica między poprawą a pogorszeniem koniunktury to 50 pkt. Aktualny odczyt jest najniższym od 11 miesięcy. Twórcy indeksu tłumaczyli, że przyczyną niskiego odczytu był wyraźny spadek nowych zamówień, który doprowadził do niższej produkcji. Jednocześnie przedsiębiorcy odnotowali spadek zatrudnienia i wzrost zapasów. Oczywiście jeden odczyt nie daje obrazu całej gospodarki, ale może stanowić sygnał alarmowy. Zwłaszcza że wśród publikowanych w środę PMI tylko polski był poniżej granicy optymizmu.
Wygląda na to, że górę nad lokalnymi kłopotami wzięły sprawy globalne. Postępy rozmów na linii USA – Iran i poprawa nastrojów na rynkach światowych. Indeks S&P 500 odrobił lwią część strat z aktualnej korekty, a niemiecki DAX ustanowił w piątek nowy szczyt wszech czasów. Odbijały w górę złoto, srebro i bitcoin, a cena ropy WTI wróciła do poziomów sprzed „epickiej furii”. Ponadto wyraźnie spadły rentowności polskiego długu (10-letniego do poziomu 5,21 proc.). Apetyt na ryzyko zdaje się znów wracać, co powinno sprzyjać naszej giełdzie w najbliższych tygodniach. Zwłaszcza że mamy jeszcze co odrabiać. WIG20 oscylował w piątek przy poziomie 3664 pkt, a szczyt trendu to 3787 pkt. Indeks mWIG40 wrócił do 9700 pkt i do ATH brakuje mu niecałych 200 pkt. Nieco słabiej wygląda techniczna sytuacja małych spółek. Indeks sWIG80 pozostaje bowiem poniżej średniej z 50 sesji, ale udało mu się obronić średnią 200-sesyjną, czyli umowną granicę hossy. Część uwagi inwestorów skradł w minionym tygodniu NewConnect. Wszystko za sprawą debiutu Liftero. Spółka z branży kosmicznej weszła na parkiet z przytupem. Kurs wzrósł we wtorek o 54 proc. przy obrocie, którego nie powstydziłyby się spółki z mWIG40. Debiut, a w zasadzie powrót na giełdę, Robygu nie był tak spektakularny. Wygląda na to, że inwestorzy zamiast wchodzić dwa razy do tej samej rzeki, wolą płynąć zupełnie innym nurtem.
Zajrzyj na kanał autora: youtube.com/@finsite