Incydent z zablokowaniem przez izraelską policję kardynałowi Pierbattiście Pizzaballi, łacińskiemu patriarsze Jerozolimy, dostępu do Bazyliki Grobu Świętego zwrócił uwagę świata na sytuację chrześcijan w Ziemi Świętej. Dla Izraela stał się natomiast kolejną katastrofą wizerunkową. Izraelski premier Binjamin Netanjahu szybko więc zareagował, nakazując policji, by pozwalała chrześcijańskim oficjelom na sprawowanie kultu w tej świątyni. Większych uroczystości w Wielkim Tygodniu tam jednak nie będzie. Nadal obowiązuje zakaz zgromadzeń publicznych, związany z irańskim zagrożeniem rakietowym. Obejmuje on oczywiście nie tylko mniejszość chrześcijańską. Z jego powodu pusto jest i pod Ścianą Płaczu, i w meczetach na Wzgórzu Świątynnym. Jedna z irańskich rakiet uderzyła wcześniej kilkaset metrów od tych zabytków. Dla sprzedawców dewocjonaliów i pamiątek z jerozolimskiego Starego Miasta ten sezon świąteczny jest fatalny. Zapewne minie wiele miesięcy, zanim ruch turystyczny do Izraela wróci na „normalny” poziom. Trudno mu było podnieść się, odkąd w październiku 2023 r. zaczęła się rozpoczęta przez Hamas wojna w Strefie Gazy. (O ile we wrześniu 2023 r. do Izraela przybyło 304,1 tys. turystów i pielgrzymów, to w lutym 2026 r. było ich 117,6 tys. W „wojennym” dołku z listopada 2023 r. do Izraela przybyło 38,3 tys. gości zagranicznych, a w dołku covidowym z kwietnia 2020 r. zaledwie około 600.) Pamiętajmy jednak, że Ziemia Święta to nie tylko Izrael. Wydarzenia opisane w Biblii rozgrywały się też w Libanie, Syrii, Jordanii czy Egipcie (a niektóre z nich w Iraku, Iranie, Turcji, w Grecji, na Malcie, czy w Italii). Przyglądając się ich sytuacji, możemy łatwo się przekonać, że Bliski Wschód to region wielkich kontrastów.

Wnętrze kościoła św. Marii Dziewicy, czyli „Wiszącego Kościoła” w Kairze, położonego przy siedzibie

Wnętrze kościoła św. Marii Dziewicy, czyli „Wiszącego Kościoła” w Kairze, położonego przy siedzibie przywódcy kościoła koptyjskiego

Foto: SHUTTERSTOCK

Mapa nierówności

Jednym z kluczowych wskaźników mierzących zamożność i rozwój gospodarczy państw jest PKB na głowę (liczony według parytetu siły nabywczej). Nie jest to oczywiście wskaźnik doskonały – nie mówi choćby o tym, jak mocno narodowe bogactwo danego kraju jest skoncentrowane. Pozwala on jednak na dokonywanie interesujących porównań między różnymi państwami. I tak, według wyliczeń Międzynarodowego Funduszu Walutowego, najbogatszym krajem Bliskiego Wschodu był w 2025 r. Katar. Jego PKB na głowę wynosił aż 122,28 tys. USD, czyli był wyższy niż w Norwegii (106,69 tys. USD). Na kolejnych pozycjach uplasowały się inne potęgi energetyczne: ZEA z 84,4 tys. USD (czyli nieco więcej niż Niderlandy), Arabia Saudyjska z 74,67 tys. USD (więcej niż Niemcy) i Bahrajn z 69,27 tys. USD (więcej niż Finlandia). Izrael znalazł się dopiero na piątym miejscu, z 55,77 tys. USD, lekko wyprzedzając Polskę (55,34 tys. USD). MFW prognozował, że w tym roku uda nam się go prześcignąć pod względem tego wskaźnika. PKB na głowę w Egipcie wynosił natomiast 21,76 tys. USD, co było wynikiem trochę lepszym niż dla Ukrainy, ale niższym niż dla Bośni. W Jordanii ten wskaźnik wynosił w zeszłym roku tylko 11,5 tys. USD, co plasowało ją pomiędzy Indiami a Boliwią. MFW niestety nie podaje aktualnych danych i prognoz dla Libanu i Syrii. Szacunki Banku Światowego obejmujące lata 2024 lub 2023 mówiły jednak, że libański PKB per capita wynosił 12,58 tys. USD , a syryjski tylko 4,65 tys. USD. Syria plasuje się więc pod tym względem niżej niż Etiopia, ale nawet przed 13-letnią wojną domową była krajem mało zamożnym – jej PKB na głowę był trochę wyższy niż w Maroku. W przypadku Autonomii Palestyńskiej MFW szacował w 2024 r. ten wskaźnik na 5,6 tys. USD. Palestyńskie Centralne Biuro Statystyczne podawało natomiast, że na koniec trzeciego kwartału 2025 r. wynosił on 578 USD w cenach stałych. Autonomia Palestyńska obejmuje zarówno kurczące się terytoria Zachodniego Brzegu Jordanu jak i spustoszoną przez wojnę Strefę Gazy, której PKB na głowę mógł spaść nawet do zaledwie 161 USD (takie były zeszłoroczne wyliczenia UNCTAD, czyli Konferencji Narodów Zjednoczonych ds. Handlu i Rozwoju). Bliski Wschód to więc miejsce, w którym jedne z najbardziej zamożnych i wysoko rozwiniętych krajów świata sąsiadują z najbiedniejszymi i najbardziej wyniszczonymi przez wojny. Te nierówności widać też choćby w rankingach rozwoju społecznego (HDI), o ile ZEA, z poziomem wynoszącym 0,94 plasuje się między Wielką Brytanią i Kanadą, to Jemen, z poziomem sięgającym 0,47 znajduje się między Madagaskarem a Sierra Leone. Między wieżowcami Dubaju a jemeńskimi chatkami jest przepaść…

„Wiszący kościół” w Kairze, czyli świątynia koptyjskiego „papieża”. Znajduje się ona na miejscu dawn

„Wiszący kościół” w Kairze, czyli świątynia koptyjskiego „papieża”. Znajduje się ona na miejscu dawnej rzymskiej twierdzy o nazwie... Babilon

Foto: SHUTTERSTOCK

Oko cyklonu?

Choć Izrael jest regionalną potęgą militarną, to jego gospodarka wyraźnie źle odczuwa skutki prowadzonych wojen. Bank Izraela wyliczył, że ich koszt sięgnął w latach 2023-2025 równowartości 67 mld USD. W marcu 2026 r. prawdopodobnie sięgnął już 110 mld US , czyli blisko jednej szóstej nominalnego PKB. Przed wojną z Iranem Bank Izraela przewidywał, że w tym roku PKB powiększy się o 5,2 proc., a Międzynarodowy Fundusz Walutowy oczekiwał 3,9 proc. wzrostu. Prognozy analityków, zebrane przez agencję Bloomberga, były w przedziale od 3,1 proc. (Bank Leumi) do 6 proc. (Meitav Investment House). Obecnie wszystkie one są pod dużym znakiem zapytania. Izraelski bank centralny obniżył w poniedziałek swoją prognozę wzrostu gospodarczego na ten rok do 3,8 proc. Założył przy tym, że wojna z Iranem skończy się w kwietniu.

- Bank Izraela podniósł prognozę inflacji na IV kwartał 2026 r. o 0,5 pkt proc., jednak przy założeniu, że inflacja pozostanie w granicach celu w ciągu najbliższego roku, bank centralny nadal widzi przestrzeń do kontynuowania luzowania polityki pieniężnej. Według prognozy departamentu badawczego, stopa referencyjna ma średnio wynieść 3,50–3,75 proc. w I kwartale 2027 r. Ogólnie rzecz biorąc, luzowanie polityki pieniężnej jest wykluczone, dopóki trwają konflikty z Iranem i Libanem oraz utrzymują się wysokie ryzyka inflacyjne. Niemniej jednak uważamy, że w naszym scenariuszu bazowym – w którym wojna potrwa do kwietnia, ceny energii spadną, a inflacja pozostanie w celu – możliwe będzie wznowienie obniżek stóp procentowych w drugiej połowie tego roku – prognozuje Liam Peach, ekonomista z firmy badawczej Capital Economics.

Czytaj więcej

Ostra gra jak na razie opłaca się Izraelowi

Z sondażu przeprowadzonego w styczniu przez ośrodek badawczy IDI wynika, że 27 proc. izraelskich pracowników ma dochody mniejsze niż w 2023 r. Przez kilka dni po ataku na Iran wiele biznesów musiało wstrzymać działalność ze względów bezpieczeństwa. Nie wszystkie wróciły do normalnego funkcjonowania. Kiepskie nastroje widać m.in. wśród młodych Izraelczyków. Z marcowego sondażu organizacji Aluma wynika, że tylko 3 proc. z nich ma poczucie, że państwo troszczy się o ich przyszłość.

- Młodzi ludzie, których spotykamy codziennie, są właśnie w kluczowych punktach zwrotnych swojego życia – po służbie wojskowej, na początku studiów, w drodze do niezależności. Wojna zastaje ich właśnie w tych momentach i wyraźnie widzimy jej wpływ – ocenia Tami Halamish Eisenman, szefowa organizacji Aluma.

Z danych zebranych przez Narodowy Instytut Ubezpieczeń wynika, że w 2024 r. około 2 mln mieszkańców Izraela żyło poniżej granicy ubóstwa. Odsetek rodzin zaliczonych do tej kategorii sięgał wśród mniejszości arabskiej 37,6 proc., a wśród ortodoksyjnych wyznawców judaizmu 32,8 proc. Niestety nie wyliczono podobnych wskaźników dla Autonomii Palestyńskiej. UNRWA, czyli wyspecjalizowana agencja ONZ ds. pomocy uchodźcom palestyńskim szacowała jednak w 2021 r., że 81,5 proc. mieszkańców Strefy Gazy żyło wówczas poniżej granicy ubóstwa. Obecnie ten wskaźnik jest pewnie bliski 100 proc.

Wnętrze kościoła św. Marii Dziewicy, czyli „Wiszącego Kościoła” w Kairze, położonego przy siedzibie

Wnętrze kościoła św. Marii Dziewicy, czyli „Wiszącego Kościoła” w Kairze, położonego przy siedzibie przywódcy kościoła koptyjskiego.

Foto: SHUTTERSTOCK

Czas restrykcji

– Błagam, tylko ty możesz zakończyć wojnę! – zaapelował do amerykańskiego prezydenta Donalda Trumpa egipski przywódca Abd al-Fattah as-Sisi. Choć jego kraj nie jest bezpośrednio zaangażowany w konflikt z Iranem, to mocno odczuwa jego skutki gospodarcze.

Przede wszystkim boleśnie go dotykają rosnące koszty importu ropy: o ile w styczniu ów import kosztował Egipt 1,2 mld USD, to w marcu już 2,5 mld USD. Rząd sięgnął więc po działania oszczędnościowe. Premier Mostafa Madbouly oświadczył, że Egipt wstrzyma realizację dużych projektów państwowych na co najmniej dwa miesiące oraz zmniejszy przydziały paliwa dla pojazdów rządowych o 30 proc. Władze nakazały sklepom, restauracjom i kawiarniom zamykanie o godz. 21:00 przez co najmniej miesiąc. Dodatkowo wprowadzono przyciemnione oświetlenie ulic oraz ograniczenie iluminacji reklam. W kwietniu w dużej części sektora publicznego i prywatnego (z wyjątkiem służb kluczowych) wprowadzono pracę zdalną jeden dzień w tygodniu. Te restrykcje są oczywiście tymczasowe, ale ich obowiązywanie może się przedłużyć.

Turystyka, która stanowi około 10 proc. gospodarki Egiptu, została częściowo osłonięta przed skutkami kryzysu energetycznego. Hotele i obiekty turystyczne są zwolnione z tych ograniczeń, choć niektórzy operatorzy zakupili generatory prądu, aby zapobiec ewentualnym przerwom w dostawie energii. Oczywiście Egipcjanie bardzo liczą na to, że turyści nie przestaną przyjeżdżać do ich kraju. Wszak nie dolatują do niego irańskie rakiety i drony, a ruch lotniczy do Egiptu odbywa się w miarę normalnie. W lutym przybyło do Egiptu 210 tys. turystów. Był to miesiąc bliski sezonowego dołka, ale liczba gości zagranicznych była o 60 proc. mniejsza niż przed rokiem. W szczycie zeszłorocznego sezonu, w lipcu, było ich 839 tys. W obecnej dekadzie, najlepszy pod tym względem był lipiec 2021 r. Wówczas przybyło do Egiptu 1,8 mln turystów, co było w dużym stopniu odreagowaniem po lockdownach covidowych. Być może ruch turystyczny tam też mocno odbije po wojnie.

Obawy i nadzieje

Bazylika Naszej Pani Libanu w miejscowości Harisa. Roz- ciąga się stamtąd piękna panorama Bejrutu.

Bazylika Naszej Pani Libanu w miejscowości Harisa. Roz- ciąga się stamtąd piękna panorama Bejrutu.

Foto: SHUTTERSTOCK

Wojna poważnie zagroziła również gospodarce Jordanii. To królewstwo było przez ostatnie 50 lat najstabilniejszym politycznie krajem regionu. Niestety nie posiada ono znaczących złóż ropy ani gazu oraz cierpi na poważny deficyt wody. Gospodarka Jordanii jest od 15 lat faktycznie w stagnacji. Przed głębszym kryzysem ratuje ją m.in. pomoc amerykańska. Obejmuje ona m.in. coroczny zastrzyk gotówki w wysokości 842 mln USD bezpośrednio do budżetu. Jordania ma również nadzieję na uzyskanie większego wsparcia od bogatszych arabskich monarchii. Jej król Abdullah II niedawno omawiał z następcą tronu Arabii Saudyjskiej Mohammedem bin Salmanem oraz emirem Kataru szejkiem Tamimem „konieczność wzmocnienia wspólnych działań arabskich w celu zmierzenia się z ekonomicznym ciężarem wojny”.

Czytaj więcej

Turcja ponosi koszty wojny, której nie chciała

Tymczasem jordański premier Jafar Hassan nakazał ministerstwom i instytucjom publicznym „zacisnąć pasa” – kilka dni po tym, jak władze poinformowały, że koszty produkcji energii elektrycznej wzrosły o 140 milionów USD z powodu wstrzymania dostaw gazu z Izraela. Jednym ze środków podjętych przez państwo w celu ochrony miejsc pracy jest pokrywanie kosztów obsługi kredytów dla hoteli i restauracji. Jeśli właściciele tych obiektów zaciągną pożyczki, aby utrzymać działalność, państwo przejmie na siebie koszty odsetek – wszystko w obliczu spadku w sektorze turystyki spowodowanego wojną z Iranem. Jak na razie jednak ruch turystyczny do Jordanii stał się bardzo mocno ograniczony.

Zapewne jeszcze mniej potencjalnych turystów myśli o odwiedzeniu Syrii. To się jednak może zmienić w nieco dłuższym terminie. W ostatnich tygodniach Syria była bowiem ostoją stabilności i pokoju. Do kraju zaczęli wracać szerszym strumieniem uchodźcy oraz kapitał zagraniczny. Turcy zainwestowali w modernizację lotniska w Damaszku, a rząd rozmawia z firmą Visa na temat ponownego podłączenia Syrii do międzynarodowych systemów płatności. Wraz z dalszą normalizacją sytuacji, Syria będzie zapewne gościła coraz więcej podróżników z zagranicy, ciekawych tego, jak wygląda to państwo, chlubiące się zabytkami sprzed tysięcy lat, o ile oczywiście żadne siły zewnętrzne nie będą przeszkadzać Syryjczykom...