Od początku roku papiery Credit Suisse straciły już prawie 60 proc. Bezpośrednim impulsem od ich poniedziałkowej wyprzedaży były doniesienia dziennika „Financial Times” mówiące, że władze tego banku prowadzą rozmowy z dużymi inwestorami, podczas których starają się ich uspokajać co do kondycji finansowej pożyczkodawcy. Koszt CDS, czyli ubezpieczenia przed bankructwem, dla długu Credit Suisse zbliżył się do 250 pkt baz. i stał się najwyższy od 14 lat.
Wcześniej pojawiły się przecieki, że Credit Suisse planuje podwyższenie kapitału. Bank zapewnia jednak, że chce obecnie uniknąć takiego scenariusza i zapowiada, że przedstawi aktualizację swojej strategii 27 października, czyli w dniu publikacji wyników za trzeci kwartał.
Credit Suisse stara się również uspokoić swoich pracowników. „Wiem, że nie jest łatwo pozostać w skupieniu w obliczu wielu historii, które czytacie w mediach, zwłaszcza że pojawia się w tych historiach wiele merytorycznie niedokładnych stwierdzeń. Mam jednak do was zaufanie, że nie mylicie codziennego zachowania akcji z silną bazą kapitałową i pozycją płynnościową banku” – mówi memorandum napisane przez Ulricha Koernera, prezesa Credit Suisse, które zostało ujawnione przez Agencję Reutera. Koerner przyznał jednak, że jego bank jest w „krytycznym momencie”, gdyż przymierza się do poważnych zmian strukturalnych.
Ostatnie kilkanaście miesięcy było dla banku trudne. Interesy z funduszem hedgingowym Archegos (który zbankrutował) kosztowały go 4,7 mld USD. Ponad 2 mld USD to natomiast strata na kredytach udzielanych zbankrutowanemu pożyczkodawcy Greensill. Standardy kontroli ryzyka próbował poprawiać w Credit Suisse prezes Antonio Horta-Osorio, ale zrezygnował ze stanowiska w styczniu 2022 r. po niespełna roku rządów. To wszystko przyczyniło się do przeceny akcji Credit Suisse.
Tymczasem analitycy Citigroup opublikowali raport, w którym stwierdzili, że jest małe ryzyko, by kryzys finansowy rozlał się z „systemowo ważnego europejskiego banku” na amerykańskich pożyczkodawców.