Reklama

Bezpieczna przystań? Tak, ale do czasu

Obawy inwestorów o gospodarczą przyszłość Cypru pokazały siłę polskich obligacji skarbowych

Aktualizacja: 15.02.2017 02:42 Publikacja: 27.03.2013 05:02

Bezpieczna przystań? Tak, ale do czasu

Foto: GG Parkiet

Na obawach o przyszłość śródziemnomorskiej wyspy zaskakująco skorzystały polskie obligacje skarbowe. Ich rentowności spadły, a ceny wzrosły (por. wykres). Czy to wystarczy, żeby nazwać polski dług inwestycyjną bezpieczną przystanią, do której inwestorzy uciekają, gdy na rynkach rządzi niepewność?

– Inwestorzy, którzy kupują nasze obligacje, doskonale zdają sobie sprawę z tego, że w strefie euro jest kryzys. Ceny naszych papierów zaczęły rosnąć już po sierpniu 2011 r., kiedy obawy o przyszłość eurolandu sięgały zenitu – zwraca uwagę Krzysztof Izdebski, zarządzający funduszami obligacji w Union Investment TFI.

To oznacza, że cypryjskie problemy nie zmieniają na gorsze ich oceny naszego kraju. – Mówimy o dużych bankach azjatyckich i europejskich, w tym niektórych bankach centralnych, ubezpieczycielach i zagranicznych funduszach inwestycyjnych. To, co się teraz dla nich liczy, to nie tyle rentowność inwestycji, ile jej bezpieczeństwo. Polska jest dla nich wypłacalnym krajem o zdrowych finansach i perspektywach wzrostu gospodarczego – dodaje Izdebski.

Złudne bezpieczeństwo

Do obligacji amerykańskich czy niemieckich bundów jeszcze nam jednak daleko. – W przypadku prawdziwej paniki na rynkach i finansowej katastrofy – np. wychodzenia dużych krajów ze strefy euro – inwestorzy na pewno będą się pozbywać naszych obligacji, ich rentowności wzrosną, a ceny spadną – mówi Izdebski.

Wystarczy wspomnieć upadek Lehman Brothers w 2008 r., kiedy spread (różnica) pomiędzy rentownością 10-letnich bundów a 10-letnich polskich obligacji wyniosła prawie 400 pkt baz.

Reklama
Reklama

Dopóki nie dojdzie do finansowej katastrofy, uczestnicy funduszy inwestujących w obligacje mogą spać spokojnie. W przypadku eskalacji kryzysu zadłużenia w strefie euro nawet „bezpieczne" fundusze przyniosą jednak straty (o tym, że w takim przypadku nawet lokaty nie są bezpieczne, przekonali się rosyjscy deponenci na Cyprze).

– Gwałtowne pogorszenie sytuacji fiskalnej w strefie euro może negatywnie wpłynąć na ocenę kredytową Polski oraz deprecjację polskiej waluty, co w krótkim terminie może spowodować odpływ inwestorów zagranicznych z Polski, a to z kolei będzie negatywnie odbijało się na stopach zwrotu z funduszy obligacji pieniężnych – przyznaje dr Arkadiusz Bogusz, dyrektor dep. zarządzania aktywami w Ipopema TFI.

Krach to nie koniec świata

Nie oznacza to, że zarządzający obligacjami, po początkowych stratach wywołanych zmianą trendu, nie bedą mogli zarabiać, gdy nastroje na naszym rynku długu się pogorszą.

– Zarządzający obligacjami mogą dynamicznie dostosowywać udział papierów w portfelu oraz ich rodzaj. Np. gdy ceny obligacji stałokuponowych spadają w wyniku znacznego wzrostu dynamiki inflacji, na wartości mogą zyskiwać obligacje zmiennokuponowe lub indeksowane inflacją. Można również ograniczyć ryzyko wzrostu rentowności obligacji poprzez sprzedaż obligacji długoterminowych lub zabezpieczenie portfela dzięki pochodnym na stopę procentową – wymienia Bogusz.

[email protected]

Gospodarka światowa
Niedobór RAM może uderzyć w zyski gigantów
Gospodarka światowa
Gospodarka japońska uniknęła recesji
Gospodarka światowa
Gospodarka Japonii uniknęła recesji
Gospodarka światowa
Kreml wciąż ma środki do trwonienia na wojnie
Gospodarka światowa
Brytyjski PKB wzrósł o 1,3 proc. w 2025 roku
Gospodarka światowa
Sezon wyników firm jak na razie dobry, ale inwestorzy są dalecy od euforii
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama