Reklama

Gigant ma dość „ostatniego rzutu oka”

Vanguard Group , której klienci powierzyli aktywa o wartości 3,4 biliona dolarów zapowiedziała bojkot platform tolerujących tę praktykę, relikt minionej epoki w handlu walutami.

Publikacja: 09.05.2016 12:53

Gigant ma dość „ostatniego rzutu oka”

Foto: Bloomberg

„Ostatni rzut oka" (last look) na rynku walutowym, gdzie dzienne obroty sięgają 5,3 biliona dolarów umożliwia wycofanie się z transakcji w ostatniej chwili, jeśli diler uzna, że przyniesie mu ona stratę.

Vanguard Group, największe na świecie towarzystwo funduszy inwestycyjnych oświadczyła, że wycofuje swoje zlecenia z platform na których „last look" wciąż ma się dobrze. Andrew Mack, odpowiadający w Vanguard Group za handel na rynkach walutowych, ujawnił, że wnikliwie analizuje dane z platform handlowych i banków by zorientować się jaki odsetek transakcji jest odrzucanych w ostatniej chwili.

- Trudno zorientować się, kto właściwie wykorzystuje last look, a kto nie i w dodatku posuwa się do działań przestępczych - wskazuje Mack. Podkreśla, że takie otoczenie nie jest korzystne dla końcowych użytkowników, dlatego niektórzy dostawcy płynności wycofują się z tej praktyki.

W listopadzie 2015 roku londyński bank Barclays musiał zapłacić 150 milionów dolarów za niewłaściwe postępowanie w związku z praktyką last look, a w ostatnich miesiącach niektóre platformy handlu ograniczyły możliwość stosowania tego rozwiązania. Przypadek Barclays'a to kolejny cios dla branży, której reputacja ucierpiała na skutek skandalu związanego z manipulowaniem cenami w wyniku którego zamieszane w to instytucje w ubiegłym roku musiały zapłacić 9 miliardów z tytułu kar i grzywien.

Nie tylko Vanguard Group  krytycznie ocenia praktykę last look, gdyż zaniepokojenie z tego powodu wyraziły też takie firmy zarządzające aktywami  jak BlackRock, czy T. Rowe Price Group.

Reklama
Reklama

Pojawiła się ona na początku skomputeryzowanego handlu walutami, kiedy był spory poślizg czasowy między złożeniem zlecenia a jego realizacją, co stwarzało ryzyko, iż w tzw międzyczasie może dojść do niekorzystnej dla market makera zmiany cen. Od tego czasu ten dystans skurczył się , ale banki zachowały prawo przeglądu transakcji przed ich realizacją, co stwarza pole do nadużyć.

Zwolennicy last look przekonują, iż pozwala to  bankom na zmniejszenie spreadu między cenami oferowanymi przez sprzedających  i kupujących. Reguła ta jest szeroko stosowana na rynkach walutowych funkcjonujących przez 24 godziny na dobę, które nie podlegają jednemu regulatorowi.

- Bank, czyli strona sprzedająca tłumaczy, że last look jest niezbędny dla wychwycenia nieuczciwych transakcji i  praktyk handlowych strony kupującej, m. in. arbitrażu wykorzystującego przesunięcie czasowe  w napływie danych - wyjaśnia Javier Perez, analityk w firmie doradczej Aite Group.

- Czas last look dobiegł końca - twierdzi  Dmitri Galinov, szef platformy walutowej  Fastmatch Inc. Przekonuje, że klienci preferują środowisko w którym ta praktyka już nie istnieje.

Gospodarka światowa
Niedobór RAM może uderzyć w zyski gigantów
Gospodarka światowa
Gospodarka japońska uniknęła recesji
Gospodarka światowa
Gospodarka Japonii uniknęła recesji
Gospodarka światowa
Kreml wciąż ma środki do trwonienia na wojnie
Gospodarka światowa
Brytyjski PKB wzrósł o 1,3 proc. w 2025 roku
Gospodarka światowa
Sezon wyników firm jak na razie dobry, ale inwestorzy są dalecy od euforii
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama