Ceny mieszkań już znacząco urosły, nabywcy mają problem z zebraniem całości wkładu własnego, a rządy ruszają z programami pomocowymi – to zdaniem analityka cechy charakteryzujące poprzedzającą boom fazę cyklu na rynkach nieruchomości. Historycznie – od 200 lat – charakteryzują się one dość regularną cyklicznością, w ramach której szczyty wypadają co około 18 lat.
- Jeśli nie dojdzie do jakiegoś wydarzenia z kategorii czarnych łabędzi, to kolejnego szczytu należy spodziewać się w okolicy lat 2025-2026 – przewiduje Narkun, według którego tej fazie cyklu towarzyszą zwyżki cen spółek z branży nieruchomości.
Mieszkania w małych miastach i bez windy? Lepiej uważać
Jak zauważa specjalista, charakter cyklu jest taki, że zwyżki cen rozpoczynają się od największych miast, potem dołączają do nich średnie miasta, w następnej kolejności przedmieścia, a na końcu najmniejsze ośrodki. Choć obecnie koniunktura jest najlepsza w tych ostatnich, to lepiej podchodzić do tego z ostrożnością, bo wiele z nich będzie się wyludniać, a to oznacza, że nieruchomości będzie bardzo trudno sprzedać.
Czytaj więcej
Polskę charakteryzują wszystkie cztery cechy gospodarek, które dotąd wpadały w pułapkę średniego dochodu – ostrzega Bartosz Szyma, inwestor i progr...
- Młodzi ludzie nie widzący perspektyw w małych miejscowościach przenoszą się do wielkich miast, a to sprawia, że umacnia się dominacja pięciu, sześciu największych rynków – podkreśla Narkun.
Według niego koniunkturę będzie wspierał fakt, że Polska staje się atrakcyjna dla imigracji, oraz oczekiwania wzrostu liczby gospodarstw domowych do 2030 r. (za sprawą spadku średniej liczby osób w gospodarstwie). Specjalista kupującym radzi pilnie obserwować rynek lokalny, ostrożnie podchodzić do starej substancji mieszkaniowej oraz brać pod uwagę starzenie się społeczeństwa, które np. zmniejsza atrakcyjność mieszkań na czwartym piętrze bez windy.